Pamiętam czasy, gdy – będąc dzieckiem, które święcie wierzyło, że życiowa energia powinna być czerpana wyłącznie z nasion kakaowca – przeszukiwałam każdą kuchenną szafkę w celu znalezienia czekoladki, lub batonika. Słodycze, na które rodzice pozwalali wyłącznie w sobotę stanowiły mannę z nieba, posiłek celebrowany z czcią, z którą teraz większość dorosłych spożywa świeże mule, albo fois gras. Odkrywszy – dzięki podpowiedziom koleżankom z przedszkola – że wcale nie ma odgórnego zakazu jedzenia czekoladek wyłącznie w weekendy, z poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości społecznej, w dodatku odnosząc porażkę w znajdowaniu słodkości, zapychałam spragnione czekoladowych endorfin policzki suchym kakao. Praktyka ta trwała do momentu w którym, przyłapana przez mamę, zmuszona zostałam wysłuchania godzinnego wykładu dotyczącego śmierci z powodu zakrztuszenia zdradliwym proszkiem.
Po latach muszę przyznać, że mama miała rację, rzeczywiście, zdarzały się śmierci od przytkania kakałkiem. Najwidoczniej, naukowcy również przejęli się losem dzieci, które z braku czekolady dostępnej w domowych kredensach odważają się podjąć ryzyko zapakowania suchego kakao w polisie, wynaleźli bowiem niesamowitą maszynę. Maszynę, która może upragnioną czekoladę wydrukować.
Holenderskie studio Michiel Cornelissen Ontwerp zaprezentowało drukarkę XOCO 3D, urządzenie, dzięki któremu czekoladę nie tylko możemy wydrukować, lecz także nadać jej dowolny kształt.
Proces tworzenia jest niezwykle prosty, wymaga jedynie pobrania odpowiedniej aplikacji, a obserwowanie drukarki wykonanej w minimalistycznym stylu sprawia niemal tyle samo radości, co konsumowanie jej dzieł.
Drukarka XOCO 3D nie jest pierwsza drukarką, która potrafi wydrukować słodycze. Jest jednak zdecydowanie najbardziej estetycznym i dziecinnie prostym w obsłudze robotem, który z pewnością zrobiłby furorę w lokalu sprzedającym praliny, lub w hotelowym lobby. Niestety, koszt drukarek 3D jest jeszcze na tyle duży, że nie mogę pozwolić sobie na postawienie jej na domowym biurku, jednak, gdy cena osiągnie akceptowalny poziom – wpiszę ją na listę must have i obiecam już nigdy nie ryzykować własnego życia dla węglowodanów pochodzących z suchego kakao.



