Chińskie nitro

Ortodoksyjnym wyznawcom szarej dresówki i czerni już dziękujemy. A na pewno dziękuje Kasia Skórzyńska. Młoda projektantka ujmuje orgią kolorów i już wkrótce zrewolucjonizuje polską rzeczywistość.

apaszka

Spotkaliśmy się w Relaksie na Dąbrowskiego. Okazało się, że jesteśmy z jednej dzielni, tej warszawskiej na literę M. Towarzyszył nam Lolek, przybysz z Gdańska. – Wziął się trochę z przypadku. Nie planowałam psa, ale gdy zobaczyłam jego zdjęcie na Facebooku, tak się nim zachwyciłam, że od razu zgłosiłam się do adopcji. Dzień później był już ze mną – opowiada.

fot. Maciej Niemojewski

Kasia szybko się przywiązuje. Nie tylko do zwierząt, przede wszystkim do ludzi i miejsc. Gdy miała cztery lata, wyleciała z rodzicami do Brazylii, bo jej mama została ambasadorem. W kraju kawy chodziła do szkoły: najpierw amerykańskiej, później lokalnej – typowo katolickiej, na samym końcu do francuskiej. – Najlepiej było w brazylijskiej. Brazylijczycy są ciepli i otwarci i mimo że byłam nieśmiała, nie zrobili ze mnie outsidera – wspomina. Po kilku latach wróciła do Polski, po dziesięciu zaczęła studiować kulturoznawstwo na UW.

fot. Agnieszka Kulesza&+üukasz Pik

Trochę popracowała jako babysitterka, trochę w zaprzyjaźnionych Kamieniołomach. I znowu wyjechała za mamą, tym razem do Portugalii. Wzięła dziekankę i jako wolny słuchacz chodziła na zajęcia lizbońskiej ASP. – Zawsze interesowałam się sztuką, ale żyłam w przeświadczeniu, że nie jestem na tyle utalentowana i wyjątkowa, by być artystką – kryguje się. Ten brak wiary w siebie to chyba tylko kokieteria. Szybko okazało się, że Kasia ma predyspozycje. No i bardzo się w projektowanie wkręciła. Wróciła do Polski i rzuciła kulturoznawstwo. W tym roku kończy studia w warszawskiej Katedrze Mody ASP.

Więcej przeczytacie w naszym magazynie.

Dodaj komentarz

-->