Bezdech. Opowieść o powrotach

#AndrzejBart
#Bezdech
W.A.B.
A!A!A!A!
Niedługo umrę. Co zrobić, gdy w głowie pojawi się taka myśl? Bo że się pojawi, jest równie pewne jak to, że przed końcem kwietnia zapuka do drzwi nowy minister finansów. I niczego więcej nam życie nie zagwarantuje, jak przekonywał Benjamin Franklin. Ale życie przynosi też raz na trzystakilkadziesiąt dni czas wielkich rozliczeń, podsumowań i rankingów, po których wyrzuty sumienia niezbyt zręcznie próbujemy przykryć nowymi, wspaniałymi postanowieniami. Tym razem #AndrzejBart w “Bezdechu” proponuje, żebyśmy wstając od świątecznego stołu pomyśleli: kim jestem, gdzie żyję. Kogo bym odwiedził w ostatnich dniach (sekundach?) przed śmiercią? Które przyjaźnie z młodości wciąż są warte zachodu? Które eks jeszcze piękne i już mądre? Jak rozpoznać nigdy niewidzianego syna? Do kogo i dlaczego strzelić z pokątnie zdobytego pistoletu? Ale też, jaki film był dla mnie najważniejszy w życiu i co powiedziałbym autorowi, gdybym raz jeden spotkał go na ulicy?
Najnowsza #książka Barta to nie tylko opowieść o Jerzym, reżyserze z sukcesami za oceanem, który wraca do Polski, by rozliczyć się ze sobą. W końcówce lat 90 #Bezdech był gotowym projektem filmowym. W roli głównej wracający do Polski, opromieniony sławą Comédie-Française Andrzej Seweryn, na statywie kamera Sony 1000, ta sama, którą Lars von Trier nakręcił genialnych “Idiotów”, i “brak środków na produkcję”. W tym sensie to opowieść o umieraniu artystycznego dzieła jeszcze przed porodem. Ze współczesnych dopisków do tekstu sprzed Piętanstu lat przebija trzecia opowieść – o śmierci współczesnych. Nie ma już Leszka Kołakowskiego, który w filmie miał zagrać wielkiego mędrca i filozofa, siebie nie zagra też #MarekRudnicki, który gołymi rękami dusił szmalcowników, a przy tym sam umierał ze strachu i nie wstydził się o tym mówić kolegom z AK.
W zawiłej historii “Bezdechu” jest też opowieść o Zmartwychwstaniu, czyli nadzieja, że w Nowym Roku dotrwamy przynajmniej do Wielkiej Nocy. #Film upadł i już nigdy nie powstanie, ale na bazie scenariusza #Bart zrealizował słuchowisko, potem bardzo udany teatr telewizji z najlepszymi polskimi aktorami (m.in. z Bogusławem Lindą w roli głównej, Dawidem Ogrodnikiem – synem, Jerzym Trelą – ojcem i Jerzym Stuhrem – czyli tym, po którego idzie główny bohater), a na końcu wydał książkę. Pełną przypisów autora, które szarpią pierwotną historię, ale odsłaniają kulisy twórczości Barta, opowiadają o wielkich i aspirujących polskiego kina, przenoszą do Berlina, Paryża, na YouTube’a. Wydawca pisze na okładce “Najnowsza powieść autora bestsellerowego +Rewersu+”, ale nie dajcie się zwieść, to nie #powieść. Co w takim razie? Bart: Najbliżej gatunkowo jest temu do noweli filmowej. To jest w zasadzie jeden do jednego scenariusz, który powstał piętnaście lat temu. Każdy dialog, każda scena jest ta sama, przyozdobiona przeze mnie pewnym urokiem, który kieruję do czytającego.

Dodaj komentarz

-->