Bez względu na wiek – wywiad z Viki Gabor

aktivist viki gabor wywiad
Bluza Puma Kurtka H&M Spodnie Puma

Viki Gabor – rozśpiewana 13-latka w przeciągu kilkunastu miesięcy zdążyła wejść do finału The Voice Kids, wygrać Eurowizję dla dzieci i rozkochać w sobie setki tysięcy fanów z Kayah włącznie. Chwilę po ukazaniu się debiutanckiej płyty i klipu do tytułowej piosenki z albumu „Getaway”, który powstał w ramach projektu PUMA Talents, spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o tym, co jest najtrudniejsze na jej drodze zawodowej, dlaczego nie chce śpiewać o cukierkach i gumkach do włosów, a także tym, czemu świat byłby lepszy, gdybyśmy częściej słuchali dzieciaków a nie zawracali sobie głowy hejterami.

Viki Gabor wywiad

Wywiad z Viki Gabor przeczytacie też w 216 numerze Aktivista

Zacznijmy może od kwestii twojego zaangażowania w ekologię – poruszyłaś ten temat w piosence „Superhero”, a cały dochód ze sprzedaży singla przeznaczyłaś na WWF. W kontekście katastrofy klimatycznej, z którą mamy do czynienia, dosyć często pojawiają się czarne wizje, które wręcz wieszczą koniec świata na rok 2050…
Wydaje mi się, że ludzie w końcu zdadzą sobie sprawę, że nie mamy żadnego planu B i każdy musi wziąć się w garść i coś z tym zrobić. Dla mnie to bardzo ważne, bo kocham naturę i nie rozumiem, jak ludzie mogą traktować naszą
planetę w ten sposób. To smutne i… dziwne. Jest wiele pięknych miejsc, w których kiedyś byłam, a kiedy później do nich wracałam, to już tak nie wyglądały, były zaśmiecone. Ludzie często nie doceniają tego, co ich otacza, ale im
więcej się o tym mówi, tym więcej osób zdaje sobie z tego sprawę. Wspólnie jesteśmy bardzo silni i możemy bardzo wiele, tylko musimy dotrzeć do wszystkich. I choć to nie jest łatwe, trzeba próbować.

Dużą rolę w tej kwestii odgrywają młodzi ludzie, dla których perspektywa 30 lat jest na wyciągnięcie ręki. Choćby Greta Thunberg.
Bardzo ją podziwiam za to, że nie boi się mówić o tych wszystkich ważnych kwestiach. Niektórzy twierdzą, że rodzice ją do tego zmuszają, ale po niej widać, że chce to robić, że jej zależy. Ona jednak mówi o tym w zupełnie inny sposób niż ja. Bo ja też próbuję, ale nikt przecież nie będzie słuchał… 13-letniej dziewczynki.

viki gabor aktivist

Bluza Puma, Kurtka H&M

Czasami wydaje mi się, że ten świat byłby dużo lepszy, gdybyśmy częściej słuchali młodych. Bo przez lata mówiło się, że dzieci i ryby głosu nie mają, a dziś w show-biznesie chociażby jest całkiem sporo donośnych nastoletnich głosów.

Niektórzy wspierają innych niezależnie od ich wieku i mają świadomość, że bez względu na wiek chcemy spełniać swoje marzenia. Bardzo dziękuję wszystkim takim osobom, bo to mnie motywuje. Gdyby ich nie było, to ja – czy inni nastolatkowie albo dzieci, którzy idą podobną drogą – mogliby się mocno zdołować. Bo robienie kariery to nie jest łatwa i zawsze fajna rzecz. Ja śpiewam, robię to, co kocham, i nie ma dla mnie znaczenia to, ile mam lat – wiem, że mam 13, zdaję sobie z tego sprawę, ale robi mi się przykro, kiedy słyszę: uspokój się, nie powinnaś robić kariery w tym wieku. Ciężko pracuję i myślę, że kiedyś będę się cieszyć z tego, że nikt mnie nie powstrzymał. Ludzie powinni bardziej szanować tych, którzy robią to, co kochają, bo to nie jest łatwe – trzeba w to włożyć mnóstwo czasu, siły i wytrwałości.

Żyjemy jednak w czasach, w których ludzie mają ogromną łatwość wydawania pochopnych, radykalnych sądów i oceniania innych.

Niektórzy siedzą w domu, nudzą się i tylko czekają, żeby komuś dogryźć. Sama spotkałam się z dużym hejtem, ale udało mi się z nim jakoś sobie poradzić. Na początku bardzo mnie to dobijało – codziennie miałam jakieś takie moje smutasy z tym związane – ale w końcu zrozumiałam, że ci ludzie nigdy nie przestaną i ja z tym nic nie zrobię. Dziś już się tym nie przejmuję, nawet tego nie czytam. Nie wszystkim musi się podobać moja muzyka i nie wszyscy muszą mnie lubić. Na szczęście mam swoją grupę fanów i oni mnie wspierają, więc robię to nie tylko dla siebie, ale też dla nich. A że dodatkowo mam bardzo fajnych rodziców, którzy mnie dopingują, to potrafię przez to wszystko przejść. Duże oparcie mam też w mojej najlepszej przyjaciółce Samancie, która wie, jaka jestem, i nawet jak nic jej nie powiem, to czuje, kiedy jestem smutna, i mnie wspiera.

viki gabor wywiad

Bluza Puma, Spodnie Puma, Naszyjnik Weekday

Mój kolega raper często powtarza, że jest wdzięczny wszystkim swoim hejterom, bo jak komuś coś się podoba, to zwykle zostawi łapkę w górę i… tyle, a ci, którym coś się nie podoba, zawsze coś napiszą, powiedzą czy jeszcze pokażą innym.

Coś w tym jest. Bo zwykle hejterzy skupiają się na jakiejś konkretnej osobie i choć jej nienawidzą, to ją obserwują,
klikają, wyświetlają i jeszcze pokazują innym, jaka to ona jest najgorsza. To pokazuje, że ten człowiek jest jakiś – trudny do zapomnienia. A żeby mu jak najbardziej dogryźć, trzeba się nim interesować. Jakiś więc plusik chyba w tym jest. Jedyne, co dalej mnie w tym denerwuje, to fakt, że ci wszyscy hejterzy są odważni tylko w internecie – w realu proszą o zdjęcie czy autograf i mówią miłe słówka, a potem dopadają człowieka w sieci i oczerniają. W rzeczywistości noszą maski, a w internecie pokazują, jacy są naprawdę. To jest smutne, bo… jak nie lubisz, to nie słuchaj i nie oglądaj, to jest proste.

A ty – jako człowiek i wokalistka, piosenkarka i artystka estradowa – masz też jakąś swoją maskę, którą zakładasz na niektóre okazje?

Nie mam. Moi rodzice wychowali mnie tak, żebym była taka, jaka jestem, i się tego nie wstydziła, żebym nie nosiła maski, którą niektórzy ściągają tylko do spania. Nie chciałbym być inną osobą przed moimi fanami, a inną, kiedy jestem sama czy z bliskimi. Wobec moich przyjaciół i rodziny jestem dokładnie taka sama jak wobec moich fanów. Mam taki charakter, jaki mam, i nie będę nigdy udawać osoby, którą nie jestem. Spróbowałam po swojemu i się udało. Bardzo bałam się otworzyć, ale teraz mam wręcz na odwrót – lubię spotykać nowych ludzi, poznawać ich.

Wspomniałaś o tym, że to, co robisz, to nie jest łatwa i zawsze fajna rzecz. Co w tym wszystkim jest dla ciebie najtrudniejsze?

Nie wszystko jest dla mnie łatwe – od samego rana do późnego wieczora mam właściwie codziennie pełno różnych zajęć, nie tylko tych muzycznych, ale i szkolnych. Muszę tak zorganizować swój dzień, żeby znaleźć czas na wszystko. Mam bardzo dużo energii, więc jakoś sobie z tym radzę. Sprawia mi to dużą radość, ale i tak kiedy wracam wieczorem do domu albo hotelu, to czuję się wyczerpana. Często mam jednak jeszcze trochę siły i na koniec dnia śpiewam sobie w pokoju albo odrabiam lekcje. I nie chciałabym tu na nic narzekać, bo naprawdę lubię to wszystko robić.

Poza natłokiem obowiązków na pewno też musisz się mierzyć ze stresem i odpowiedzialnością. Występując dwa lata temu w The Voice Kids zostałaś wrzucona na dosyć głęboką wodę…

To był mój pierwszy występ na jakiejkolwiek scenie! Od razu z mikrofonem, przed publicznością i kamerami, więc można powiedzieć, że tak. Dzisiaj cieszę się, że podjęłam taką decyzję i spróbowałam swoich sił – jestem z siebie dumna ,że zdecydowałam się skoczyć na głęboką wodę, bo trudno mi sobie teraz wyobrazić, że nadal siedzę w domu i śpiewam tylko dla siebie. Bardzo chciałam czegoś więcej – śpiewać na scenie, wydać płytę i mieć fanów. Tego potrzebowałam, bo muzyka to jest moja najlepsza przyjaciółka.

A ten stres…

Było go bardzo dużo – świetnie pamiętam te wszystkie chwile, w których bardzo się denerwowałam, i to nie był taki motywujący stres jak teraz, tylko wielki strach przed wyjściem na scenę i tym, jak odbierze mnie publiczność. Ludzie mówią mi, że nie było tego po mnie widać, ale za kulisami działo się bardzo wiele i ja cały czas starałam się odsunąć ten moment prawdy – może za chwile, może jeszcze 5 minut… I tak samo było z Voice’owymi wywiadami – byłam w nich jeszcze bardzo zamknięta. Dobrze jednak, że to się stało, bo już się z tym oswoiłam, przeżyłam, co miałam przeżyć, i teraz już czuję tylko takie motywujące motyle w brzuchu.

viki gabor wywiad

Bluza Puma, Spodnie Puma, Naszyjnik Weekday

Twój występ w The Voice Kids wydarzył się bardzo prędko po tym, jak razem z rodzicami przeprowadziliście się z powrotem do Polski. Jako że w Wielkiej Brytanii mówiłaś pewnie głównie po angielsku, ciekaw jestem, w jakim języku myślisz albo śnisz?

Po… angielsku. I tak samo jest z piosenkami – chyba jeszcze nie zdarzyło mi się myśleć o przyszłej piosence po polsku; wolę zapisać sobie pomysł po angielsku i później ewentualnie przetłumaczyć na polski. Dalej zdarzają mi się jakieś potknięcia w języku polskim, ale cały czas się staram – próbuję jak najwięcej czytać i rozmawiać po polsku, choć też z siostrą cały czas rozmawiamy po angielsku, żeby nie zapomnieć jakichś słówek czy akcentu.

Trudniej było ci zaśpiewać pierwszą piosenkę po polsku?

Tak. Bo w języku polskim zazwyczaj potrzeba dużo więcej słów, żeby tekst miał w ogóle sens, a dodatkowo jeszcze, żeby je zaśpiewać, trzeba mieć dobrą dykcję. „Afera” jest moją pierwszą piosenką w całości zaśpiewaną po polsku i muszę przyznać, że trochę czasu nad nią spędziłam. Już po wyjściu ze studia wracałam do niego na kolejne poprawki, ale to… dobrze, bo ja chcę, żeby każda moja piosenka była jak najbardziej dopracowana. Na mojej debiutanckiej płycie są dwie piosenki, które napisała moja siostra – melodia do „Guilty” pojawiła jej się w głowie przy odrabianiu pracy domowej czy pomaganiu mamie w kuchni i od kiedy mi ją zaśpiewała, nie mogłam jej wyrzucić z głowy. Pomyślałam więc, że jeśli mi tak zapadła w pamięć, to pewnie innym ludziom też zapadnie. Nagraliśmy więc demówkę, przy której pomógł nam nasz wujek Mateusz i na koniec trafiła ona na płytę.

Wspomniałaś o swojej siostrze i wujku, a z tego, co wiem, twoja mama i tata też śpiewają i grają na instrumentach. Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to jak stereotyp, ale myślę, że na muzykalność waszej rodziny może mieć wpływ to, że wywodzicie się z kultury romskiej.

Ja się wychowywałam z językiem romskim; jestem Polką, ale mam romskie korzenie. Moja babcia jest Romką i ona mi opowiada o tej kulturze i tradycji. Ta kultura jest bardzo piękna, ale też bardzo często przedstawiana w złym świetle – wiele osób nie ma pojęcia, jak ona w ogóle wygląda, i wręcz nie chce jej poznać, bo zna jej obraz tylko przez pryzmat stereotypów. A to, co najłatwiej znaleźć w sieci o Romach, nie ma nic wspólnego z tą kulturą. I ja nie twierdzę, że nie ma Romów, którzy robią te wszystkie okropne rzeczy, ale też smuci mnie to, że oni są jedynymi, których się publicznie prezentuje.

Dezinformacja w tej kwestii sięga samego początku – wiele osób uważa, że Romowie pochodzą z Rumunii, podczas kiedy tak naprawdę wywodzą się oni z Indii.

Dokładnie. I u nas w domu bardzo dużo słucha się właśnie takiej wschodniej muzyki – hinduskiej, arabskiej i tureckiej. Bardzo lubimy taneczną muzykę – mamy swoje tradycyjne stroje sceniczne, swoje melodie i swoje święta, podczas których wspólnie śpiewamy. Bardzo bym chciała napisać kiedyś taką piosenkę, która będzie trochę po  angielsku, trochę po polsku, a jej refren będzie po romsku, żeby ludzie usłyszeli, jak nasz dialekt – bo jest ich bardzo dużo – pięknie brzmi. Romski język jest piękny, a wiele naszych piosenek potrafi wzruszyć nawet tych, którzy nie rozumieją słów; wsłuchując się w samą melodię, można przepłakać całą pieśń. Bo my, Romowie, jesteśmy bardzo muzykalni – kiedy się spotykamy w święta, to ja w ogóle nie myślę o jedzeniu, tylko czekam, aż będziemy śpiewać. Cała rodzina się zbiera – przyjeżdżają wszyscy wujowie, ciotki i kuzyni, siadamy wspólnie i śpiewamy. Wujek gra, tata gra, a my nie siedzimy przy stole i nie gadamy, tylko śpiewamy.

viki gabor wywiad

Bluza Puma, Spodnie Puma, Buty Puma

Tego mi strasznie brakuje w polskiej kulturze, tego wspólnego śpiewania, które zanikło w ogromnym stopniu wraz z tym, jak ludzie wyprowadzili się ze wsi do miast.

Ale jest przecież mnóstwo pięknych polskich piosenek… Ja bardzo lubię polską kulturę, ona też jest wspaniała – jest w niej wiele pięknych słów i melodii, tylko wydaje mi się, że niektórzy już nie czują potrzeby tego pielęgnować i wspólnie śpiewać, nie garną się do tego. A my, Romowie, nie wyobrażamy sobie życia bez muzyki, bez tego wspólnego śpiewania przy stole.

Zanim jednak nagrasz pierwszą piosenkę po romsku, chciałbym cię zapytać, skąd u ciebie – młodej przecież dziewczyny – tak wiele poważnych tematów w tych tekstach, które wybierasz. Śpiewałaś już przecież i o ekologii, i o solidarności kobiet…

Bo chciałabym, żeby moje piosenki zawsze miały sens i były pełne emocji. Od najmłodszych lat sięgałam po ambitny repertuar i właściwie nigdy nie słuchałam muzyki dla dzieci. Bardzo prędko autorytetami muzycznymi stali się dla mnie Whitney Houston, Michael Bublé czy Jessie J. Słuchałam tego, co dorośli, i nawet jeśli nie do końca rozumiałam, o czym śpiewają, to czułam te emocje.

ROZMAWIAŁ: Filip Kalinowski
FOTO: Filip Skrońc
MAKE UP/WŁOSY: Weronika Wróblewski
STYLIZACJA: Rafał Kruhlik
PRODUKCJA: Ewa Dziduch

-->