Kino tłumionych emocji
Na zabawny paradoks zakrawa fakt, że na najlepszy rodzimy debiut tego roku wyrasta film zrealizowany przez Szweda, obrazujący historię, która zaistnieć mogła tylko w jego ojczyźnie. „Intruz” do pewnego stopnia przypomina znakomite „Polowanie” Thomasa Vinterberga. Widzimy podobny mechanizm niemej przemocy, społeczny ostracyzm i życie z niemożliwym do zmazania piętnem. O ile u Vinterberga wina oparta była na pomówieniach, o tyle u von Horna nie ma co do niej żadnych wątpliwości. Zbrodnia, której dopuścił się jego bohater, nastoletni John, młodego reżysera specjalnie jednak nie interesuje. Dalece bardziej jej konsekwencje i pamięć o niej.
Chłopaka poznajemy w chwili, kiedy po odsiadce w domu poprawczym (w Szwecji za najcięższą zbrodnię maksymalną karą dla nieletniego są cztery lata) wraca w rodzinne strony, do niewielkiego miasteczka. Dowiadujemy się o nim niewiele, obserwując jedynie apatyczną próbę powrotu do normalnego życia. Próbę, z którą nie wiąże żadnych nadziei, od początku zdając sobie sprawę, że jest ona skazana na porażkę. Kolejne sceny są dowodem na to, że kara, która przychodzi po zbrodni, to w tym środowisku zdecydowanie za mało.
Na zabawny paradoks zakrawa fakt, że na najlepszy rodzimy debiut tego roku wyrasta film zrealizowany przez Szweda, obrazujący historię, która zaistnieć mogła tylko w jego ojczyźnie.
W „Intruzie” nie ma bowiem miejsca na kolejną szansę. Nikt nie powie tu tego wprost, ale widać jak na dłoni, że przejście na drugą stronę równoznaczne jest z niemożnością powrotu. Bez względu na okoliczności. Ten klincz obserwujemy z dystansu. Opisując współpracę z operatorem Łukaszem Żalem, von Horn porównał pracę kamery do zachowania kota. „Kiedy w domu wybucha awantura, pies zawsze w niej uczestniczy, szczeka, histeryzuje, podczas gdy kot siedzi z boku i tylko obserwuje” – mówił. Ten film funkcjonuje na wielu płaszczyznach – jednostkowej, społecznej, kulturowej. Kiedy rozmawiałem z reżyserem o tym, jak postrzegani są jego rodacy, on w pierwszej kolejności wspomniał o chorobliwym wręcz tłumieniu emocji. I o tym przede wszystkim jest „Intruz”.
„Intruz”
(„The Here After”)
reż. Magnus von Horn
obsada: Ulrik Munther, Mats Blomgren, Loa Ek
Polska/Szwecja 2015, 98 min
Gutek Film, 9 października

