Bilal – In Another Life


Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/valkea/domains/aktivist.pl/public_html/wp-content/themes/aktivist/inc/single-rating.php on line 30

Od spektakularnego debiutu, przez odrzucony przez wytwórnię, niewydany longplay „Love for Sale”, aż po rozpoczętą siedem lat później powrotną trylogię – Bilal zawsze z estymą zerkał w stronę mistrzów takich jak Prince, Mayfield, Stone czy Wonder.

Kultura afroamerykańska zawsze dbała o swoje korzenie, celebrowała pamięć dawnych sukcesów i strat, odsłaniała kolejne karty zakłamanej historii niewolnictwa. Jednocześnie od lat miała też inklinacje do futurystycznych wizji – na fundamentach wiedzy przodków, myślenia magicznego i odkryć współczesnej nauki czy… popkultury budowała własne, alternatywne obrazy przyszłości. Jednym z najbardziej wiernych adeptów obu gałęzi tej kultury jest Bilal Sayeed Oliver, urodzony w Filadelfii, mieszkający w Nowym Jorku wokalista i producent, dla którego szufladkę „neo soul” należałoby opróżnić ze wszystkich nagromadzonych w niej przez lata szpargałów. Bo choć sam artysta obrażał się na to określenie, jeszcze zanim nagrał pierwszy album, to mogłoby się zdawać, że nawiązujący do tradycji, a jednocześnie na wskroś współczesny termin gatunkowy powstał wyłącznie na potrzeby opisania jego dyskografii. Do stale rozdartych pomiędzy eksperymentem a mainstreamem płyt „wybrańca” – jak tłumaczy się arabskie imię Bilala – pasuje on na pewno dużo lepiej niż do utworów, które od lat produkują bezduszne (nomen omen) marionetki majorsów.

Od spektakularnego debiutu, przez odrzucony przez wytwórnię, niewydany longplay „Love for Sale”, aż po rozpoczętą siedem lat później powrotną trylogię – Bilal zawsze z estymą zerkał w stronę mistrzów takich jak Prince, Mayfield, Stone czy Wonder. Bez względu na to jednak, czy zbliża się bardziej do abstrakcji („Airtight’s Revenge”), czy zacieśnia więzi ze swoim zespołem („A Love Surreal”), czy grzebie w historii („In Another Life”), zawsze też wpatruje się w te dalsze, naprawdę niedosiężne gwiazdy; w bezmiar inspirującego do poszukiwań, głębokiego, ciemnego kosmosu.

Odpowiedzialny za produkcję najnowszego, piątego albumu wokalisty Adrian Younge, mimo że znany jest ze swojej miłości do analogowych sprzętów, vintage’owej stylistyki i detroickiej muzycznej spuścizny lat 60. i 70., w przeszłości szuka również wskazówek, gdzie budować przyszłe konstrukcje. Duet wspólnie znajduje alternatywy na styku soulu i jazzu, funku, hip-hopu, disco czy rocka i świetnie wpisuje się w aktualne retro-poszukiwania afroamerykańskich twórców. I choć ich założenia nie są tak ambitne jak te przyjęte przez Matanę Roberts w serii „Coin Coin”, nie tak politycznie zaangażowane jak „Black Messiah” D’Angelo i nie tak spektakularne jak „Epic” Kamasiego Washingtona, to świetnie uzupełniają muzyczno-tożsamościowy dyskurs czarnych obywateli USA. Przydają mu emocjonalności i intymności; cech, które nadawały ton twórczości Bilala od samego początku i które nigdy nie pozwoliły jej zyskać należnego rozgłosu.

Bilal
„In Another Life”
eOne / Purpose

Zobacz także:

Giorgio Moroder – „Déjà Vu”

Na „Déja Vu” otoczył się wianuszkiem wokalistek młodszego (Sia, Charlie XCX) i nieco starszego (Kylie Minogue, Britney Spears) pokolenia, które miały wzbogacić charakterystyczne kompozycje pioniera IDM. Niestety, chyba trochę przedobrzyły. Czytaj więcej>>

Leon Bridges – Coming Home

Leon sięga jeszcze głębiej i wskrzesza klasyczny soul z elementami gospel, dzięki czemu zabiera nas w podróż do epoki, kiedy przemysł muzyczny dopiero raczkował… Czytaj więcej>>

Wampiry zrzucają peleryny – 5 filmów o wampirach, które nie chcą straszyć

Reżyserzy zrozumieli, że mało kto boi się wampirów. Widzowie ostatnio bardziej wzdrygają się na widok krzyża niż upudrowanego aktora z zapadniętymi policzkami i sztucznymi kłami. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz

-->