Dach warszawskiej kamienicy. Zespół przygotowuje się do gry, jego członkowie stroją instrumenty. Przyniesienie sprzętu to nie lada wyczyn- winda mała i ciasna, schody pożarowe na dach wąskie i strome, a instrumentów całkiem sporo. Takie przeszkody miały do pokonania trzy grupy wstępujące na tej nietypowej scenie w ramach przedsięwzięcia Warsaw Session. No, ale czego się nie robi dla muzyki.
Warsaw City Rockers zagrali już na tylu imprezach, że chyba każdemu miejskiemu bywalcowi nazwa grupy obiła się o uszy. Kolektyw dj-ski powstał kilka ładnych lat temu i rozpoczął, grając punkowe imprezy w małych klubach. Nagle okazało się, że granie to za mało i potrzeba czegoś jeszcze. – W międzyczasie Karol założył zespół, a ja, jako że nie umiem na niczym grać, skupiłem się na roli organizatora koncertów- śmieje się założyciel grupy, Łukasz. Może to i dobrze, bo dzięki temu jesteśmy świadkami świeżo rozwijającej się inicjatywy. Warsaw Session właśnie przygotowuje się do wielkiego startu.
W ostatnią sobotę WCR w ramach Warsaw Session przenieśli rock and roll’ owe brzmienia z garażu prosto na dach. Trzy zespoły, nie tak oddalone od siebie muzycznie, The Stubs, Wild Books i Saturday Tea, zagrały na samym szczycie Domu Towarowego Braci Jabłkowskich (róg Brackiej i Chmielnej). Koncerty, niestety, nie były dostępne dla publiczności z zewnątrz, za to bardzo dokładnie nagrywane przez kilka kamer, także tych latających. Na tyle dokładnie, że każda piosenka powtarzana była kilka razy, a podczas ujęć kręconych z góry, wszyscy musieliśmy zejść z najwyższej części budynku. -Kręcimy materiał pilotowy całego przedsięwzięcia, które już niebawem zacznie odbywać się cyklicznie i będzie dostępne na naszym internetowym kanale. Zaczynamy na dachu, ale w przyszłości planujemy też inne miejsca- mówi Łukasz. Po takim początku, aż strach myśleć, gdzie po raz kolejny zaprowadzi nas ekipa Warsaw Session.
Założenie jest bardzo proste i na pierwszy rzut oka mało odkrywcze- promowanie młodych zespołów poprzez organizowanie im koncertów i zapewnianie profesjonalnej obsługi technicznej. Jeden zespół, jedna sesja i pełen set koncertowy. Jednak chłopaki z WCR zdają się wkładać w to dużo więcej energii i zapału niż ktokolwiek inny. Co więcej, wcale nie będą zamykali się na określone gatunki. – Jako WCR mamy niszę. Trudno będzie się z niej wydostać, bo ludzie, którzy przychodzą na nasze koncerty, wiedzą, czego oczekiwać i zdziwiliby się, gdybyśmy nagle zajęli się hip-hopem. Jako WS zapraszamy zespoły, które nie do końca pasują na nasze imprezy, ale mimo wszystko są warte, aby je pokazać i pomóc im w zaistnieniu- mówi Łukasz.
Całemu projektowi Warsaw Session przyświeca jeszcze jedna ważna idea. Koncerty sygnowane tą nazwą mają być w 100 procentach grane na żywo, nie ma mowy o jakimkolwiek playbacku. Organizatorom zależy na tym, by zmienić myślenie o koncertach live, do jakich przyzwyczaiły nas telewizje śniadaniowe. I tu, opowiadając nam o WS, Łukasz z ironicznym uśmiechem wspomina telewizyjny występ, w którym pewna pani grała na niepodłączonej gitarze.
(od lewej: Karol Czerniakiewicz, Andy Lodzinski, Łukasz Kasperek, czyli WCR)


