Powrót do korzeni – występ Primal Scream w Gdańsku

Nie trudno zauważyć, że intensywnie kibicujemy trójmiejskiemu #B90 – otwartemu w te wakacje w przestrzeni Gdańskiej Stoczni, klubowi, który obecnie jest najprawdopodobniej najlepszą salą koncertową w kraju. Nie mogło więc nas zabraknąć na najważniejszym w tym roku koncercie w tym miejscu – występie #PrimalScream.

W roli supportu pojawili się lokalsi z, sprytnie nazwanego w kontekście miejsca występu, #TheShipyard. #Wokalista grupy usilnie chciał sprawiać wrażenie, że jest, wywołanym w seansie spirytystycznym, Ianem Curtisem. Cóż, o zmarłych wolimy się wypowiadać dobrze albo wcale, więc przejdziemy od razu do dania głównego. A jest o czym opowiadać, bo występ Szkotów to skomplikowana, wielowątkowa opowieść. Podczas gdy tegoroczny, całkiem udany, album #MoreLight był syntezą całej dotychczasowej, przecierającej szlaki i łączącej z pozoru niepasujące do siebie style i porządki, twórczości, wykonania tych utworów na żywo jasno pokazywały, że #PrimalScream A.D. 2013 myślą o sobie jako o stuprocentowych rock’n’rollowcach.

Obaj gitarzyści byli więc ubrani w skórzane spodnie i koszule z enigmatycznymi naszywkami, a sam, odziany w skrojony na miarę garnitur i srebrną koszulę, #BobbyGillespie przypominał Micka Jaggera nękanego chroniczną depresją. Po świetnych wykonaniach #Accelerator czy #Culturcide przyszedł jednak czas na wolniejsze, w zamierzeniu bardziej klimatyczne kompozycje, i w ten sposób #PrimalScream wpłynęli na kilku utworową mieliznę, z której jednak szybko się wydostali, żeby z pełnym impetem wrócić i wypalić z #Rocks czy #SwastikaEyes. To pozwoliło unaocznić, że cały występ był podzielony na swoiste bloki, które miały zadowolić poszczególnych odbiorców i w momencie, w którym chcieliśmy mówić o niedosycie, #Gillespie i paczka wrócili by odegrać najważniejsze hymny ze swojego kwasowego opus magnum – majestatycznej „Screamadelici”.

Ponad półgodzinny bis (koncert trwał łącznie ponad dwie godziny) skutecznie zatuszował wszystkie nasze obiekcje i okazał się długo poszukiwanym Świętym Graalem. Tego wieczoru #PrimalScream zaprezentowali więc nie tylko retrospektywę swojej twórczości, ale i przyspieszoną historię muzyki rozrywkowej ostatnich pięciu dekad – od szaleńczego garażowego rock’n’rolla, przez wciągający acid house, po odsączony z całej pretensjonalności trip-hop. Aż trudno uwierzyć, że tak retromaniacka muzyka wydaje się nadal tak rześka. Na kolejnym koncercie Szkotów (a nie wątpimy, że ten się odbędzie, bo zespołowi podobno wyjątkowo się podobało) też nas zobaczycie.

Dodaj komentarz

-->