Momu.Gastrobar

Warszawa ul. Wierzbowa 9/11

Miejsca takie jak #Momu są stolicy potrzebne: lokali, w których po 22 można coś zjeść, wciąż jest u nas stanowczo za mało (śmierdzących kebabów w odrapanych budach na zaliczamy ani do kategorii jedzenie ani do kategorii lokale). A #Momu czynne jest codziennie do drugiej w nocy. #Gastrobar, czyli połączenie baru i gastronomii, oferuje pełen zestaw: od śniadań, przez brancze-lancze-obiady, po spory wybór przekąsek, którymi Momu ma przyciągać nie tylko za dnia, ale też – w pakiecie z muzyką i drinkami – po godzinach otwarcia większości knajp. Do #Momu robiliśmy więc dwa podejścia. Nocne i dzienne. To pierwsze było nieco mniej udane: mamy wrażenie, że imprezowa atmosfera tworzona jest kosztem funkcjonalności (kelnerka trzy razy prosiła nas o powtórzenie zamówienia, bo z powodu głośnej muzyki nie słyszała, co mówimy). Za drugim razem usiedliśmy „w ogródku”, czyli na chodniku przy ulicy Wierzbowej. Miła obsługa, straszliwie wymiętolone menu – patent ze zwykłymi drukowanymi kartkami papieru jest bardzo ok, ale mogliby je czasem wymieniać (drukując nowe, a nie kserując stare poplamione). Wybraliśmy z niego zestaw przekąsek (spośród 11 propozycji można wybrać cztery – za 28 PLN – albo sześć – 40 PLN): krokieciki z dorsza (pyszne), onion rings z sosem chili (bardzo dobre), halloumi z gruszką (wporzo), kalmary z feta i pieczoną papryką (niezłe). Wszystko to bajerancko podane w szklaneczkach, z sosami na dnie. Za danie główne w dzień naszej wizyty robił łosoś na szparagach z chłodnikiem truskawkowo-miętowym. Wszystko bardzo smaczne. Ale gwiazdą #Momu nie mają być przystawki, nie drinki (w karcie spory wybór zarówno koktajli alkoholowych jak i bez alkoholowych), nie dania główne. Gwiazdą #Momu mają być hot dogi. Nie byle jakie – jeśli bardzo jesteście przywiązani do tradycyjnej parówki w bułce z keczupem i musztardą, Ikei Momu nie pobije – w karcie są trzy wersje: jalapeno, flamenco (z ośmiornicą) i polski (10 PLN każdy, albo zestaw trzech za 28 PLN). My zdecydowaliśmy się na polskiego: biała kiełbasa, żurawina, drożdżowa bułka. Interesujące, choć niełatwe doświadczenie. Bardzo miło w Momu zaskoczył nas zwyczaj niemal w Polsce niespotykany: darmowy poczęstunek. Najpierw dostaliśmy do spróbowania mus arbuzowo-miętowy, a na pożegnanie po truskawce w czekoladzie i kawałku tarty z czerwonym pieprzem (dobre!). Miło.

 

Dodaj komentarz

-->