Misz-Masz

Warszawa

W małych lokalach łatwo zaaranżować ciepłe, przytulne wnętrze. Jednak bywa tak, że za przytulne uważa się wnętrze, które ginie pod nawałem tanich gratów kupowanych na wagę. – Kiczowato czy rustykalnie? – zapytałem naszą foto zaraz po wejściu do Misz-Maszu. Stojący w środku automat do pokera rozwiał wszelkie wątpliwości – kiczowato.
Na szczęście w knajpie liczy się także jedzenie. Na Bałkanach miszmasz to nazwa dania, niestety w menu nie znajdziemy tej oryginalnej mieszkanki papryki z białym słonym serem. Są w nim za to m.in. penne i spaghetti (20-26 zł) oraz kilka rodzajów pierogów (10 zł). Ja wybrałem omlet ze szpinakiem (8 zł) i sałatkę grecką z ciepłymi bułeczkami (10 zł). Sałatkę podano z chińską kapustą, której żaden Grek nie używa, a bułki były nieco letnie.
Tym niemniej obsługa zdała dość trudny egzamin. Tak się składa, że od jakiegoś czasu nasza foto jest uczulona na prawie wszystko, dlatego musieliśmy wyrzucić większość składników z wybranego przez nią kurczaka z bazylią i serem (18 zł). Przez 10 minut uprzejma kelnerka spisywała instrukcje, jak danie ma być ugotowane, i proponowała inne dodatki. Akcja się udała – koleżanka nie zaczęła puchnąć, ale i tak stwierdziła, że kurczak jej mamy jest o niebo lepszy. Podobno coś było nie tak z bazylią. Tak czy owak brawa dla kelnerki, która nie oznajmiła, że „nie da rady”. Wybaczamy więc wszystko. Nawet to, że choinka nadal stała, a z głośnika leciało Radio Wawa. Jak miszmasz, to miszmasz.
tekst: Mladen Petrov
foto: Anna Ciszewska

Dodaj komentarz

-->