Największą zaletą posiadania znajomych pracujących w korporacjach jest fakt, że zawsze mają dużo kasy i jeszcze więcej plotek, którymi gotowi są podzielić się w każdej chwili. Albo prawie w każdej, bo – jak to często w wielkich firmach bywa – dzień pracy niekoniecznie kończy się o godz. 17.00. W każdym razie któregoś wieczoru otrzymałem telefon od znajomej, wspinającej się po szczeblach kariery w banku, z propozycją obgadania jej kolegów. Oczywistym miejscem spotkania wydało się centrum warszawskiego city, a jeszcze dokładniej – Sofa Clubistro. Wchodząc do lokalu, nie można nie poczuć się jak bohater nowojorskiego sitcomu. House’owa muza, wysokie sufity i ci wszyscy młodzi, sączący drinki ludzie sukcesu sprawili, że miałem krótkie déj? vu. Inna sprawa, że można wpaść tu również na przyjemny jazzowy wieczór w stroju ? la casual Friday, no ale tym razem żadnych muzyków w Sofie nie było. Z telebimów leciała za to na okrągło FTV, co pewnie stanowi przyczynę nadwyżki panów wśród obecnych. Jako że ludzie w korporacjach ciągle się odchudzają, koleżanka odmówiła stanowczo zjedzenia kolacji, tym samym rezygnując z okazji delektowania się daniami kuchni fusion. Po krótkich negocjacjach zgodziła się jedynie na konsumpcję zupy – przez wzgląd na czytelników „Aktivista". – Ok, skusiłam się i nie żałuję, zwłaszcza że to niesamowite, w ilu miejscach potrafią schrzanić tak łatwą rzecz, jak krem z pomidorów (14 zł) – skomentowała młoda dama. Dalej były same plotki i drinki. Pierwsze tym razem mało interesujące, czego nie można powiedzieć o serwowanych tu alkoholach. Smak klasycznego mojito i truskawkowa margarita (po 20 zł) sprawiły, że kelnerka dość często odwiedzała nas z tacą. Następnego dnia w pracy wschodząca gwiazda bankowości miała ból głowy, zaś jej kolega dziennikarz mógł napisać tę pozytywną recenzję.
tekst: Mladen Petrov foto: materiały promocyjne
