W „Absolute Batman. Zoo. Tom 1” Scott Snyder i Nick Dragotta nie próbują jedynie odświeżyć postaci Mrocznego Rycerza, ale budują ją całkowicie od zera. Dlatego też poznajemy obrońcę Gotham, który nie odziedziczył rodzinnej fortuny, nie ma rozbudowanego zaplecza technicznego, a jego jedyną bronią w walce ze złem jest determinacja.
Album zbiera zeszyty „Absolute Batman” #1–6 i otwiera nową wersję historii Najlepszego Detektywa Świata w ramach Absolute Universe. Takie podejście mogło łatwo skończyć się kolejną wariacją na temat bardziej brutalnego Batmana, jednak na szczęście zupełnie tak nie jest. W wizji Snydera Bruce nie jest dziedzicem wielkiego imperium, nie mieszka w rezydencji, nie korzysta z niemal nieograniczonych środków i nie ma przy sobie opiekuna w postaci Alfreda. Jest za to synem nauczyciela, wychowanym zdecydowanie bliżej zwykłych mieszkańców Gotham niż jego elit. Pracuje fizycznie, zna miasto od strony ulicy i wie, jak wygląda codzienne życie tych, których „zwykły” Batman często chronił, ale nie zawsze był z nimi bezpośrednio związany.
Ta zmiana wpływa na całą konstrukcję bohatera. Kostium Batmana wygląda tutaj jak projekt wykonany z prostych, dostępnych materiałów, a same metody działania Gacka przypominają bardziej poczynania ulicznego wojownika niż perfekcyjnie wyposażonego detektywa. Wayne jest też zdecydowanie większy, cięższy i bardziej przerażający niż w większości znanych do tej pory wcieleń. Nick Dragotta rysuje go jak nieokiełznaną, dziką siłę natury.
I chyba właśnie warstwa wizualna jest największym atutem tego albumu. Dragotta nadaje „Absolute Batmanowi” własny rytm. Walki nie wyglądają jedynie jak wymiana efektownych ciosów – czuć ciężar uderzeń, ruch, krew i pot. Każda konfrontacja ma odpowiednią skalę i fizyczność. Dużą rolę odgrywają też kolory Franka Martina. Gotham w tej wersji jest brudne, duszne i pełne napięcia. Kolor nie służy tylko do uzupełnienia rysunków, ale buduje atmosferę, pomaga kierować uwagę czytelnika i podkreślać momenty, które mają większy ciężar emocjonalny.
Jeśli chodzi o opowieść snutą przez Snydera, jej najciekawsze fragmenty nie wynikają z samego faktu, że Bruce jest biedniejszy albo bardziej brutalny. Najlepiej wypadają momenty, w których autor zastanawia się, dlaczego ktoś w ogóle chciałby zostać Batmanem i jak radzi sobie z ciężarem tej decyzji. W jednej z najważniejszych scen poznajemy młodego Bruce’a, który projektuje konstrukcję inspirowaną skrzydłem nietoperza, wiedząc, że realizacja tej wizji może być niemożliwa. Pokazuje to jednak, że nie chodzi mu wyłącznie o zemstę czy brutalną walkę. Jego celem jest próba osiągnięcia czegoś, co wydaje się niewykonalne. Batman istnieje dlatego, że Bruce wierzy, iż nawet w świecie pełnym przemocy można coś zmienić.
Ocena: 9/10
Tekst: Archer
Wydawnictwo: Egmont



