Najlepiej oddycha się tam, gdzie jest najwięcej kurzu. Nie, to nie zachęta do tego, żeby zrezygnować z domowych porządków, a raczej do tego, żeby odwiedzić stare, warszawskie księgarnie i antykwariaty. Jeśli jesteście zmęczeni sklepami wypełnionymi „najgorętszymi premierami sezonu”, w których przy kasie można nabyć Labubu, modnego pieroga-gniotka albo pięć proteinowych batoników, wybierzcie się na wycieczkę tam, gdzie prawdopodobnie będziecie musieli przesunąć stos książek, żeby dostać się do drugiego. Parę razy kichniecie, ale wyjdzie wam to na zdrowie.
Urok tych miejsc nie polega na tym, że są modne, ale raczej na tym, że są „cierpliwe”. Przeżyły kolejne remonty ulic, zmiany najemców, pojawienie się wielkich sieci sklepów z książkami, małe kryzysy, internetowe promocje („druga książka za pół ceny”) i nasze własne deklaracje, że „teraz już naprawdę czytamy tylko e-booki”. Na szczęście często i tak wracamy do nich po książkę z pożółkłą kartką albo album ciężki jak wyrzut sumienia (w końcu możliwe, że odłożymy go na „stosik wstydu”).
Księgarniany spacer zacznijmy klasycznie od Krakowskiego Przedmieścia. Główna Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa mieści się pod numerem 7. Otwarta w 1952 roku jako Dom Książki, obecną nazwę dostała dziesięć lat później, w pięćdziesiątą rocznicę śmierci Bolesława Prusa. Od początku miała profil akademicki, co przy sąsiedztwie Uniwersytetu Warszawskiego i PAN-u wydaje się właściwie naturalne. Tu książka nadal wygląda jak narzędzie pracy, a nie dekoracja wnętrza. Są półki z humanistyką, historią, filozofią, prawem, literaturą piękną, albumami, prasą. Można przyjść po konkretny tytuł, chwilę spokoju albo po rozmowę z księgarzami, którzy tu znajdą dla was czas.
Kilka przystanków dalej jest Książnica Polska Księgarnia na Świętokrzyskiej. Dwupoziomowa, techniczna, trochę odmienna od reszty śródmiejskiego pejzażu. Świętokrzyska zmieniła się przez ostatnie lata nie do poznania: pojawiły się nowe biurowce, lokale, sklepy z szyldami, które znikają, zanim zdążymy zapamiętać, co właściwie można tu kupić, a ta księgarnia wciąż trwa. Istnieje od ponad sześćdziesięciu lat i przez branżowe media bywa opisywana jako jedna z największych i najbardziej znanych księgarń technicznych w Polsce. To nie jest miejsce, które kokietuje przypadkowego przechodnia miękkim fotelem i stolikiem z bestsellerami. To księgarnia dla koneserów, która laikom przypomina, że książki to nie tylko powieści do pociągu i eseje do rozmowy przy winie, ale też instrukcje, podręczniki, skrypty, grube tomiszcza napakowane wiedzą.
Przenieśmy się na Mokotów, do Antykwariatu Gryf przy ulicy Dąbrowskiego 71. Działa stacjonarnie od 1999 roku i ma stałe grono fanów. Uwielbiam antykwariaty, bo tu kupuje się książkę z historią, to właśnie w takim miejscu szczególnie mocno czuje się, że książka ma biografię. Przeglądając stare powieści, tomiki poezji, albumy, szukam podkreśleń konkretnych zdań (sama tak robię i traktuję książki niemalże jak pamiętnik), dedykacji, rozczulam się, gdy widzę ślad odciśniętego kubka po herbacie. Gryf jest dobrym miejscem, by przypomnieć sobie, że miasto składa się nie tylko z budynków, ale też z rzeczy, które przechodzą z rąk do rąk.
Kolejny antykwariat mieści się przy Wilczej 29A, w lokalu 25. Kwadryga prowadzi też sprzedaż internetową i ma ogromny, wielotysięczny zbiór książek, ale najlepiej myśleć o niej nie jak o sklepie online z punktem odbioru, tylko odwrotnie: jak o miejscu, które weszło do Internetu, bo czasy tego wymagały, ale nadal najpełniej istnieje między regałami. To antykwariat dla tych, którzy lubią szukać długo, trochę bez planu, wśród historii, sztuki, literatury pięknej. W podwórku starej, śródmiejskiej kamienicy książki wydają się nie towarem, ale bardziej koherentną warstwą miasta.
Na koniec ukochany Grochów, czyli miejsce, z którego nie wyjdziecie szybko. Antykwariat Grochowski przy Kickiego 12 działa od 2004 roku. Zaczynał na Bazarze Szembeka, w 2012 roku przeniósł się na Kickiego 12, a cztery lata później powiększył się o drugi lokal poświęcony muzyce. Dziś to prawdziwy labirynt książek, płyt, winyli, zdjęć, obrazów, pocztówek i bibelotów. Planując wizytę, weźcie ze sobą smaczki dla kota – urzęduje tu (zazwyczaj wylegując się na przepięknej, starej kanapie) sympatyczny rudzielec zawsze łasy na coś do przegryzienia.
Gwarantuję, że po spacerze śladami starszych księgarń i klimatycznych antykwariatów poczujecie wdzięczność. Te miejsca nie są wyłącznie pamiątką po świecie, w którym kupowało się książki inaczej niż dziś. Są żywymi punktami oporu wobec miasta, które coraz częściej każe nam wszystko robić szybko, wygodnie i bez błądzenia. A przecież w takich miejscach — i w Warszawie — najciekawsze zaczyna się zwykle wtedy, kiedy skręcimy nie tam, gdzie trzeba, nawet jeśli chodzi tylko o alejkę wśród wielu zakurzonych książek.
Zdjęcia: Jan Walczak




