Na koncerty trasy „Spragnieni Lata” przychodzą także fani innych zespołów – będziecie więc występować nie tylko dla swoich wielbicieli. Czy to coś zmienia w waszych przygotowaniach albo odczuciach?
Justyna Święs: W podejściu nie zmienia się absolutnie nic. Powinniśmy być zawsze pełni energii, wrażliwości, pozytywnych wibracji. Bacznie obserwować ludzi. Ja zawsze patrzę na salę i dopowiadam sobie w głowie historie tych wspaniałych uśmiechniętych twarzy. Powinniśmy dawać z siebie jak najwięcej, niezależnie od tego, czy to pierwszy koncert, czy może czwarty z rzędu. My jesteśmy dla publiczności, oni są dla nas, wymieniamy się energią. Jeśli chodzi o mieszanie się fanów podczas trasy „Spragnieni Lata”, to mam ogromną radochę z tego, że słuchacze Rita Pax czy Goorala mają okazję poznać nasze produkcje, a z kolei nasi odbiorcy poznają muzykę pozostałych artystów. Połączenie zespołów w tej edycji jest świetne. Idealna gradacja. Poza tym wszyscy się lubimy i atmosfera jest fajna. Wiadomo, w grupie zawsze raźniej, tym bardziej że jest nas tylko dwoje, więc nigdy nie mamy przepełnionego backstage’u. A tak jest super.
Czego spodziewacie się po tej trasie? Czego publiczność może się spodziewać po was?
Kuba Karaś: Na pewno nowych doświadczeń, integracji z ciekawymi ludźmi, poznania nowych miast, w których jeszcze nie graliśmy. A po nas publiczność może się spodziewać wszystkiego najlepszego: klimatycznego koncertu – zarówno melancholijnych melodii, jak i mrocznych tanecznych rytmów.
Występowanie na scenie przychodzi wam naturalnie, czy było to coś, nad czym musieliście pracować i przełamywać swoje bariery?
Justyna: Myślę, że przyszło to naturalnie. Stres jest chyba jednak nieodłącznym elementem życia każdego artysty. Ja tłumacze sobie to tak, że jeśli wciąż jeszcze odczuwamy stres, to znaczy, że wszystko jest w porządku. To on mobilizuje i daje kopniaka. Oczywiście są rzeczy, nad którymi musieliśmy popracować i dalej nad nimi pracujemy. W moim przypadku jest to m.in. kontakt z publicznością. Wiem, że interakcja jest ważna, ale w dalszym ciągu zdarzają mi się dni nieśmiałości, kiedy chcę po prostu grać/śpiewać i dzielić się sobą poprzez muzykę. Takie dni trzeba też przyjąć z pokorą.
Czy specjalnie przygotowujecie się przed samymi koncertami? Macie swoje koncertowe rytuały?
Justyna: Jest jedna zasada! Nie wchodzimy na scenę pokłóceni, nawet jeśli pospinaliśmy się tuż przed występem, to droga na scenę jest miejscem, gdzie musimy się szybko pogodzić, dać buziaka w polika i fru!
Współpracowaliście wcześniej z którymś z pozostałych artystów biorących udział w programie?
Kuba: Nigdy jeszcze nie mieliśmy okazji grać ani z Rita Pax, ani z Gooralem, więc dzielenie sceny jest dla nas fajnym doświadczeniem.
Tęsknicie za latem?
Taaak! Nie lubimy zimy. To znaczy, ja nie lubię. Jest tylko jeden fajny moment tej pory roku. Kiedy spada pierwszy śnieg, wychodzę na spacer z psem, on sobie skacze, a kroki wydają ten piękny dźwięk – skrzyp-skrzyp. Lato jest cudowne, zaczynając od tego, że ciepło sprzyja ludzkim namiętnościom, a kończąc na wspaniałym zapachu słońca, bo nic nie pachnie piękniej niż ono!
Jeden z utworów na waszej nowej płycie nosi tytuł „Odyseusz”? Czy literatura (albo sztuka w ogóle) inspiruje was podczas tworzenia muzyki?
Justyna: Oczywiście „Odyseusz” napisany został po przeczytaniu „Odysei”. Interesuję się antykiem i uznałam Odyseusza za niesamowicie ciekawą i niejednoznaczną postać, która może być idealnym tematem na piosenkę o artyście. Kolejne inspiracje to na pewno „Możliwość wyspy” Houellebecqa. Tutaj ciekawą sprawą jest to, że do napisania tego utworu zainspirował mnie tylko tytuł książki. Przeczytałam ją po napisaniu piosenki i okazało się, że przesłanie jednego i drugiego się łączy. To było miłe zaskoczenie. Sama piosenka jest o pozornej ludzkiej wolności.
Jak to w ogóle u was z tą inspiracją jest? Uważacie ją za coś ulotnego, co przychodzi nagle i szybko znika, czy raczej jest to coś, co osiąga się systematyczną pracą i dyscypliną?
Justyna: Inspiracje porównywałabym bardziej do delikatnych plam na obrazach impresjonistów. To coś, co jest ulotne, ale zostawia po sobie ślad. Inspiracje przychodzą i odchodzą. Te najfajniejsze płyną z natury: ludzie, dźwięki, zapachy, kolory, przyroda. Później sztuka inspirująca do tworzenia sztuki: obrazy, muzyka, film, literatura. Bardzo ważną inspiracją są historie prawdziwe i fikcyjne, te usłyszane, nigdzie niezapisane.
Macie jakieś swoje najnowsze muzyczne odkrycia?
Justyna: Ja ostatnio odkryłam numer „Fork in the Path” grupy Life on Planets, wersję z udziałem Davida Marstona i Dana Izco. Coś przepięknego. Nieprzerwanie słucham HVOB od czasu koncertu na Colours of Ostrava. Odgrzebałam też stare fascynacje: Franz Ferdinand i Sparks połączeni w jedno, czyli FFS!
Bardzo wcześnie zaczęliście karierę muzyczną. Muzyka to coś, czym będziecie się zajmować przez całe życie?
Justyna: Chyba nie ma już innej opcji. Jesteśmy uzależnieni od tworzenia i od grania koncertów. Widzimy też, że całkiem realne jest to, żeby muzyka była nie tylko naszą pasją, ale i zawodem.
KOLEJNE KONCERTY
19.02.2016 Warszawa (Palladium), grają: The Dumplings, Rita Pax, Gooral
20.02.2016 Rzeszów (Life House), grają: The Dumpling, Rita Pax, Gooral
Sponsorem trasy koncertowej jest Cydr Lubelski.
Więcej informacji na:


