Zrobił zielnik i podbił internet. Teraz Roślinne Porady dostępne są także w wersji książkowej!

Unikatowe karteczki z ciekawymi wzorami gromadzone w segregatorze zastąpił Pinterest. Albumy fotograficzne odeszły do lamusa, od kiedy pojawił się Tumblr. A zielniki? Dzięki osobom, takim jak Sebastian Kulis, zdjęcia i notatki o roślinach także przeniosły się do sieci. Jeśli ciekawi jesteście, jaki deser można zrobić z kwiatów bzu, czym jest podagrycznik i w jaki sposób trybula poprawia humor, koniecznie zajrzyjcie na bloga i Instagrama Roślinne Porady.

Z Sebastianem porozmawialiśmy podczas premiery jego pierwszej książki. Odbyła się ona wśród przyrody, w przestrzeni przy domku fińskim „Motyka i Słońce”. Mieliśmy szansę powymieniać się sadzonkami, spróbować pysznych kiszonek z rzodkiewki, wegańskiego ciasta i naładować się pozytywną energią. Ze słońca, obcowania z przyrodą i od Sebastiana, który zdecydowanie ma jej w nadmiarze!

Od jak dawna zajmujesz się wszelkiego rodzaju roślinami?

Sam nawet nie pamiętam! Moja biblioteka liczy kilkadziesiąt książek – kalendarz księżycowy, książki o uprawach, o naturalnych lekach, przewodniki po roślinach egzotycznych… Sporą rolę odegrała także moja babcia, która zaszczepiła moją miłość do roślin. Kilka lat temu założyłem swój ogródek. Z roku na rok zajmuje się tym coraz intensywniej, to prawdziwa pasja.

Jak wygląda twoja kuchnia? Wyobrażam ją sobie jako dżunglę jadalnych ziół i roślin.

Mówią, że szewc bez butów chodzi! U mnie jest podobnie. Mam swój ogród w Gdańsku. Jeżdżę do niego co dwa tygodnie chociaż na dwa, trzy dni. Moja praca polega także na uprawianiu warzyw w szklarni dla studia kulinarnego – Gastro Garden. W swoim małym mieszkaniu, przyznam szczerze, nie skupiam się na wielkiej hodowli roślin. W kuchni mam jedną doniczkę z poziomkami i pomidorami.

Czy ta pasja uprawiania roślin przekłada się na pasję gotowania?

Jasne! Po skończeniu liceum pracowałem jako kucharz. Szybko przestawałem jeść mięso, szukałem nowych smaków. Dużo czytałem – starałem się znaleźć nietypowe przyprawy, jadalne rośliny. Nadal bardzo lubię to robić.

Masz w Warszawie swoje ulubione wege miejscówki?

Bardzo lubię Lokal Vegan Bistro. Smacznie jest także w Wege Mamie i Mango. Na kulinarnej mapie Warszawy mam sporo do nadrobienia, całą zimę spędziłem w domu, nie lubię zimna i ciemności.

Jak wyglądają twoje plany dalekosiężne?

Chciałbym wydać drugą książkę o ziołach i przyprawach. W tym celu planuję podróż do Indii, chcę przedstawić przyprawy niezmielone, powąchać kwiatu wanilii, zmielić prawdziwy cynamon… Moim drugim marzeniem jest założenie ogrodu społecznego na dachu. Na zachodzie tego typu rozwiązania są bardzo popularne. Ludzie spotykają się, by wspólnie uprawiać warzywa, uczyć się o tym, jak w prosty i przyjemny sposób można mieć mały, warzywny azyl w mieście. Mam nadzieję, że uda mi się to w przyszłym roku. Trzymajcie kciuki!

Jan Słobodzian, Ola Pakieła
foto: Ola Pakieła