Miało być jak w telewizji śniadaniowej, a przytrafiło się życie

oczy suszy
Oczy suszy, 100x140 cm, olej na płótnie, 2018

Tytuł „Lipce” odnosi się do wakacyjnych miesięcy, czasu, w którym dla dziecka zawieszone zostają czynności poza domem i przeważnie spędza ono więcej czasu z innymi członkami rodziny. Możliwe są również wyjazdy na egzotyczne wakacje. Zależało mi, żeby w tym obrazie pojawiła się dysharmonia, historia, którą ja odwołuję do konkretnych emocji, ale widz nie musi jej w pełni odszyfrowywać. Najkrócej mogę tę historię podsumować takimi zdaniami: wakacje bywają niemiłe, bywają opresyjne, mimo braku tragicznych wydarzeń. Dzieci czasem czują się odpowiedzialne za dorosłe sytuacje, co budzi w nich zagubienie, ale także agresję.

Przez pewien czas zwierzęta pojawiały się w moich obrazach jako główny temat. Tym tematem wówczas żyłam – próbowałam się zaangażować w ruchy prozwierzęce. Nie nadawałam się do tego, jestem introwertyczką i osobą, która nie potrafi innym narzucać swojego punktu widzenia, nawet jeśli (tak jak w tym przypadku) sprawa jest absolutnie słuszna. Zwierzęta z głównych bohaterów moich obrazów z czasem zamieniły się w istoty towarzyszące, wydarzyło się to naturalnie, tak jak ich obecność i myślenie o nich towarzyszy mi codziennie. Są przyjaciółmi, przynajmniej ja to tak postrzegam. Traktuję zwierzęta bardzo poważnie, nie są jedynie elementem kompozycji, ani maskotką.

Lipce

Lipce, 100×90 cm, olej na płótnie, 2018

Co robię na obrazach z roślinami, to już inna sprawa. Wydaje mi się, że wykorzystuję je do zapętlania sytuacji i ślizgania się po różnych ścieżkach myśli. Jeśli zdarza mi się masakrować rośliny i istoty ludzkie na moich obrazach, to jedynie w celu uzyskania wiarygodności historii. To jest ślad pracy nad dogrzebywaniem się do sensu. Pracuję, aż obraz przestaje mnie irytować i odczuwam satysfakcję z tej pracy. To co zostaje jest efektem tego procesu.

Mocną ręką

Mocną ręką, 100×120 cm, olej na płótnie, 2018

Przestrzenie na obrazach wynajduję intuicyjnie, muszą mnie intrygować. Intryguje mnie najbardziej to co zwyczajne i pozornie oswojone. Szukam lub zdjęcia same mnie znajdują. Wizualnym punktem odniesienia jest najczęściej rzeczywistość lub jej rejestracja. Na palcach jednej ręki mogę policzyć swoje obrazy, które powstały tylko w oparciu o wyobraźnię.

Czwarta fala

Czwarta fala, 130×100 cm, olej na płótnie, 2018

Kolor jest zagadką, od kilku lat znów bardzo mnie intryguje. Jest w nim światło, emocje, siła. Także bezczelność, być może jedyna, na jaką sobie w życiu pozwalam.

Zdecydowanie czuję się feministką. Interesuje mnie feminizm jako proces, ciekawią mnie problemy z którymi zderza się myśl feministyczna. Irytuje mnie spłaszczanie feminizmu i trwanie na okopanych pozycjach. Wszyscy uczymy się żyć w zmieniającym się świecie, mnie to przygnębia i fascynuje jednocześnie. Podwójne wiązanie jest opisem syndromu, który podświadomie zawsze wyczuwałam. Najprostszy i najbardziej zrozumiały opis dotyczył sytuacji zawodowej – malarka musi być zdolna do rywalizacji, ale oczekuje się, że będzie miła – mam wrażenie, że zmagam się z tym problemem od zawsze. Każdy rodzic życzy dziecku mądrości i pilności, ale rozumie ją po swojemu. Kiedy źródłem tego poszukiwania wiedzy staje się samodzielność w myśleniu i działaniu, okazuje się że nie spełniliśmy oczekiwań, które nie zostały nigdy nazwane, ale wisiały nad nami jak znaki na niebie. Miało być jak w telewizji śniadaniowej, a tu przytrafiło się życie. Dylematy, sprzeczne oczekiwania i komunikaty. O tym są „Manewry”.

Manewry

Manewry, 80×60 cm, olej na płótnie, 2018

Wysłuchała: Adriana Prodeus


Dominika_Kowynia

Dominika Kowynia – ur. 1978, pracuje na ASP w Katowicach, którą ukończyła. Współpracuje z Galerią Szarą. Wegetarianka, właścicielka dwóch kotów. Wydarzeniem Warsaw Gallery Weekend 2018 jest jej wystawa „Double bind/Podwójne wiązanie” dostępna w Karrot, ul.Częstochowska 20 do 15 października. Strona WWW