Doom3K: Domek przyszłości

Doom 3K

– Zostałam równo zjechana – mówi Sylwia Rochala, wspominając swój pierwszy pokaz na łódzkim Fashion Week w 2010 r. – Pewien publicysta napisał, że moich ciuchów nie da się nosić. Długo byłam na niego cięta – dodaje.

Nie przejęła się jednak złą oceną i wróciła na imprezę w kolejnym sezonie. Poznała się wtedy z Michałem Niechajem, jej dzisiejszym partnerem, a wtedy dziennikarzem i kuratorem, który zaproponował młodej projektantce udział w wystawie „Szafa polska” w BWA Dizajn. Okazało się, że mają podobne spojrzenie na modę i dobrze się rozumieją. Rok później zorganizowali wystawę „Gotyk polski”, także prezentowaną we wrocławskiej galerii. – Polegała na selekcji naszych wspólnych założeń estetycznych – przywołują twórcy. To właśnie wtedy doszli do wniosku, że podobieństwo ich wizji mody musi przerodzić się w trwały projekt – nową markę odzieżową. Michał wyprowadził się z Wrocławia i zamieszkał z Sylwią w Warszawie. – No i przez przypadek wydało się, że to on opublikował tę fatalną recenzję! – śmieje się Rochala.

Doom 3K, firma, którą wspólnie prowadzą, szybko zdobyła uznanie krytyków i zainteresowanie klientów. – Moda ma dla nas sens tylko wtedy, kiedy da się ją nosić. Wyciskamy maksimum, ale jednak w granicach użytkowości – tłumaczy Niechaj. Chodzi im przede wszystkim o dekonstrukcję i przełamywanie schematów. – Wychodzimy od haseł, które chcemy ze sobą zderzyć, np. „sportowy gorset” albo „szlachetny skinhead bomber”. Nasze burze mózgów doprowadzają często do kłótni, ale takie wrzenie szlifuje pomysły – mówią projektanci, jednocześnie określając swoją markę jako „przyjazny środowisku postwear”. Sami najlepiej oddają jej ducha i noszą głównie rzeczy ze swoich kolekcji, choć przyznają, że czasem wystarczy im, że wyszaleją się w projektach. Być może to dlatego w ich garderobie dominuje czerń. Sylwia od kilku lat nosi własny model zdekonstruowanych spodni i asymetryczną spódnicę, które zestawia z crop topami. Z kolei Michał miksuje rzeczy stare i zniszczone z hiperfuturystyczną modą sportową. Wspólnie dzielą zajawkę na „obskurne” buty. Mają takie same creepersy, martensy, new rocki i springblade’y Adidasa. – Najbardziej zazdroszczę Michałowi reeboków ATV19+. Mają kilkucentymetrowe wypustki, przez co wygląda w nich jak wodołaz. Ludzie nie potrafią przejść obok nich obojętnie i takie też – mam nadzieję – są ciuchy Doom – mówi Sylwia. Ponieważ ich kolekcje zahaczają o tzw. clubwear, projektanci muszą często odpowiadać na pytania o powiązania z Berlinem. Przyznają jednak, że nie mają w planach przeprowadzki. – Porównywanie Warszawy do stolicy Niemiec jest krzywdzące i nudne. W Polsce wciąż wiele można, a nawet trzeba powiedzieć i zrobić, a moda daje do tego doskonałe narzędzia. To dlatego tu jesteśmy – tłumaczy Michał.

W gronie przyjaciół Doom 3K znajdują się lokalni aktywiści i performerzy, m.in. promująca voguing Bożna i zajmujący się burleską Gąsiu. Subkultury ukształtowały charakter Sylwii i Michała – zgodnie twierdzą, że bez muzyki i kolektywów nie byliby w stanie prowadzić marki. Rochala przechodziła przez różne fazy, ale najdłużej zatrzymała się przy gotach i zakochała się w Marilynie Mansonie. Z kolei Niechaj przerobił punk, hardcore i hip-hop. Gdy pytam, do jakiej subkultury przynależą dzisiaj, jednym głosem mówią, że do subkultury doom. – Zawsze powtarzamy, że Doom 3K jest inkluzywny. Łączymy różne style właśnie po to, by nie budować podziałów i atmosfery dystansu – tłumaczą.

Niektórzy, nie znając jeszcze dobrze marki, wymawiają jej nazwę nie jako „Doom Freak”, ale „domek”, choć angielskie słowo „doom” oznacza „zagładę”. – Zależało nam na nazwie, która brzmiała totalnie i była trochę kiczowata – opowiadają. Skąd zatem pomysł, żeby towarzyszył jej rocznik 3000? – Zawiesiliśmy sobie wysoko poprzeczkę. Żartujemy, że jeśli dociągniemy jeszcze tysiąc lat, nasza kolekcja na 3000 rok będzie w końcu idealna – kwitują projektanci.

Tekst: Michał Koszek