Zmarł Harry Dean Stanton – ulubieniec Davida Lyncha. Miał 91 lat

źródło: flickr

Harry Dean Stanton był prawdziwym weteranem Hollywood – na ekranie pojawiał się od ponad 60 lat i zagrał w ponad 200 filmach. Zatrudniali go najwięksi: Martin Scorsese, John Carpenter, Sam Peckinpap, Ridley Scott, Alex Cox i Wim Wenders, ale przede wszystkim uważany był za ulubieńca Davida Lyncha. Wystąpił w jego “Prostej Historii”, “Dzikości serca”, “Inland Empire” i “Twin Peaks: Ogniu krocz za mną”. Ostatnio powrócił zresztą w roli Carla Rodda w nowym sezonie “Twin Peaks”.

Opuścił nas wielki Harry Dean Stanton. Nie było drugiego takiego, jak on. Wszyscy go kochali. I każdy miał dobry powód. Był wspaniałym aktorem (właściwie więcej niż wspaniałym) i cudowną osobą. Dobrze było przebywać w jego towarzystwie! Będziemy za tobą tęsknić, Harry Dean. Przesyłamy ci mnóstwo miłości, gdziekolwiek teraz jesteś – napisał na swoim Twitterze David Lynch tuż po śmierci aktora.

Stanton nigdy nie był nominowany do Oscara ani żadnej większej nagrody. Zazwyczaj grywał charakterystyczne role drugoplanowe, które na długo jednak pozostawały w pamięci. Na pierwszy planie pojawił się po raz pierwszy dopiero w wieku 58 lat, w nagrodzonym Złotą Palmą filmie Wima Wendersa “Paryż, Teksas”. Fani kina zapamiętają go także z “Repo Man”, “Ostatniego kuszenia Chrystusa”, “Zielonej mili” czy drugiej części “Ojca chrzestnego”.

Do końca życia pracował. Jego ostatni film to “Lucky”, który niedługo pojawi się w kinach. Harry Dean Stanton zmarł w Los Angeles. Miał 91 lat.

Dodaj komentarz

-->