25-letnia Weronika Murek w debiutanckim zbiorze opowiadań wykreowała świat, w którym motywy znane z ludowych podań i legend przeplatają się ze zgrzebną, zwyczajną rzeczywistością. Akcja rozgrywa się głównie w Polsce, czyli nigdzie. Zmarli przebywają tu obok żywych, granica między ziemią a zaświatami jest płynna. Odprawiane są obrzędy dziadów, ale dziadów współczesnych, pozbawionych aury niezwykłości. W odczarowanym świecie, gdzie nie ma miejsca na metafizykę, pałętające się po świecie upiory nikogo nie obchodzą. Walczą o uwagę, ale ich głos ginie w zgiełku codzienności.
Widać to najwyraźniej w otwierającym książkę najdłuższym opowiadaniu, w którym główna bohaterka Maria „o tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia”. Śledzi losy swojego ciała, które musiała opuścić i próbuje odzyskać swoją podmiotowość. Bez skutku – wędrówka jej ducha kończy się w niebie u boku Matki Boskiej, z którą przyjdzie jej dziergać Jezusowe skarpetki. W prozie Murek nie tylko zmarli walczą o uwagę – mamy tu m.in. teatrzyk odgrywany przez obsługę przedszkola, historię kosmonauty w puchowej czapce, a także widowiskowe sceny z prac polowych prowadzonych przez osoby zwolnione z zakładu psychiatrycznego. Mimo nagromadzenia dziwactw i ekscesów autorka stawia na język prosty i dosadny. Akcja wyłania się głównie z niekończących się dialogów, w których widmowi bohaterowie toczą spory o sprawy ostateczne i pietruszkę.
Nie jest łatwo odnaleźć się w tym świecie szaleństwa, chaosu i rozpadu, bo nic tu nie przystaje do siebie – ani postaci do otoczenia, ani stylistyka do poruszanych wątków, ani tytuł książki do jej treści. Miłośnicy wszelkiej maści poradników, nie tylko tych dotyczących ogrodnictwa, mogą poczuć się zawiedzeni.
„Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”
Weronika Murek
Wydawnictwo Czarne


