Skandynawski design, czyli kochane chłopaki z Efterklang

#19.11 w Hybrydach zagrał #Efterklang. Występu uroczych Duńczyków nie mogliśmy przegapić. Było tak, jak się spodziewaliśmy, a nawet lepiej. Pięknie i dobrze.

Rzadko nadarza się okazja, by zobaczyć jakiś zespół co najmniej trzy razy w jednym roku, a jeszcze rzadziej zdarza nam się znaleźć wystarczająco dużo determinacji, by na wszystkie te występy zawitać. W przypadku koncertu Duńczyków z #Efterklang, którzy wpadli do Warszawy równo pół roku po poprzednim występie w Cafe Kulturalnej, nie mieliśmy problemu z determinacją. Do klubu szliśmy z poczuciem, że idziemy na spotkanie ze starymi dobrymi znajomymi, którzy szczerze ucieszą się na nasz widok. Ostatni europejski występ promujący zeszłoroczną płytę #Piramida, zainspirowaną wyprawą do opuszczonej przed laty górniczej kolonii na Spitsbergenie, dostarczył nam spodziewanych, ale jak zwykle mocnych, wrażeń.

Urzekające, ale złożone w swojej piętrowej instrumentalnej warstwie, indie-popowe kompozycje, z domieszką postrockowego rozmachu, złożyły się na półtorej godziny imponującego show. Niepowtarzalną atmosferę wytworzył jednak sam zespół – charyzmatyczny, czarujący publiczność lider #CasparKlausen wraz z resztą przesympatycznych i niezwykle zaangażowanych w proces tworzenia muzyków. Najbardziej niespodziewanym elementem widowiska było samo miejsce akcji: warszawskie #Hybrydy kojarzyły nam się głównie z białymi skarpetami naciągniętymi na nogawki, ale dobre nagłośnienie i porządna wentylacja umożliwiły zapomnienie o przaśnym charakterze dyskotekowej scenerii i pozwoliły skupić się na rewelacyjnych wykonaniach „Modern Drift”, „The Ghost” czy „Between the Walls”. Mamy nadzieję, że z zespołem zobaczymy się znowu. Może być za pół roku. Może być i za miesiąc.

Dodaj komentarz

-->