Powtórka z rozrywki. “Bazmag” – recenzja

Fil i XNDR to legendy polskiego komiksu niezależnego. To oni przez ostatnią dekadę niepodzielnie rządzili w autorskim undegroundzie. To oni założyli słynne wydawnictwo Bazgrolle, to oni stoją za festiwalem Złote Kurczaki, na którym wręczane są nagrody dla najlepszego komiksu bez ISBN.

„Bazmag” jest ich najnowszym dziełem, w którym pojawiły również prace Jaszcza i Termosa, także tuzów krajowego niezalu. Album pokazuje, że legendarni weterani dalej potrafią robić komiksy na poziomie nieosiągalnym dla większości sceny, ale tym razem zabrakło im dawnego błysku geniuszu. „Bazmagowi” nie pomaga także odcinkowość komiksów, które choć są dość zamkniętymi fragmentami, to jednak pozostawiają niedosyt i wrażenie rozwodnienia konceptu.

Problemem jest również renoma Fila i XNDR-a, którzy przyzwyczaili czytelników do błyskotliwych i nietuzinkowych albumów (vide pierwszy „Bart”, nota bene drugi oparty na podobny pomyśle już był słabszy). Od nich wymaga się po prostu więcej. A w „Bazmagu” zarówno Fil jak i XNDR sięgają po sprawdzone patenty. Pierwszy stawia na miks humorystycznej obyczajówki z fantasy, drugi na autofikcję z elementami fantastycznymi.

Oba komiksy są stylowo narysowane. Fil ciągle umie się podśmiewać z rzeczywistości i snuć równie epicką opowieść o codzienności jak o fantastycznych krainach. Z kolei XNDR dalej potrafi wyłapać uniwersalne i ważkie społecznie tematy, które często sprowadza ad absurdum i filtruje przez różne kalki popkulturowe. W obu przypadkach lektura daje jednak wrażenie powtarzalności, a braki napięcia i emocji pozostawiają czytelnika dość obojętnym. Najlepiej wypada komiks z rysunkami Jaszcza i scenariuszem XNDR-a. Na jego korzyść działa nie tylko efekt świeżości, ale i stylowa grafika, a także całkiem zabawna i dość wciągająca fabuła o seksualnym przestępcy, który ma plecy.

“Bazmag”
Fil, XNDR, Jaszczu, Termos
Bazgrolle 2018

Dodaj komentarz

-->