Pokazywać, nie komentować – Guy Delisle o swojej sztuce

Po sukcesie autobiograficznego komiksu #Pjongjang, który opisywał pracę nad kreskówkami w Korei Północnej, Guy Delise zaczął zawodowo zajmować się komiksem. Kolejne podróże odbył dzięki żonie, która pracuje dla Lekarzy Bez Granic. Efektem tych wyjazdów są #KronikiBirmańskie i wydane właśnie #KronikiJerozolimskie

Mieszkałeś w Birmie, Korei Północnej, a ostatnio w Izraelu i Autonomii Palestyńskiej. Czy jest możliwe, by nie angażować się w sytuację polityczno-społeczną w tych krajach i pozostać neutralnym obserwatorem?
Jeśli mieszkasz w takich miejscach, to współczujesz ludziom, którzy tam żyją. Nie zapominasz także, czego sam tam doświadczyłeś. Do dziś śledzę sytuację w Birmie i cieszę, że trochę się poprawiła. Bardzo przejmuję się też wydarzeniami na Bliskim Wschodzie i w Palestynie. Mam nadzieję, że uda się dobrze ułożyć tę skomplikowaną mozaikę. W Palestynie nie sposób nie solidaryzować się z jej mieszkańcami, bo delikatnie mówiąc, ich sytuacja jest bardzo niefair. Chcesz, żeby to się zmieniło. Do Palestyny wrócę w październiku tego roku. Ma tam odbyć się pierwszy festiwal komiksu i chcę wziąć w nim udział. W Izraelu miałem wystawę swoich prac i prowadziłem warsztaty. Uważam, że komiks to dobry sposób, żeby rozmawiać o konflikcie. Palestyńczycy mogliby stworzyć komiksy pokazujące ich życie.

Co najbardziej zaskoczyło cię podczas rocznego pobytu w Jerozolimie?
Wcześniej nie bardzo interesowałem się konfliktem palestyńsko-izraelskim. Sytuacja się zmienia, gdy tam mieszkasz. Wtedy zaczynasz rozumieć, co się tam dzieje. Wierzę, że gdyby ten konflikt się zakończył, to byłaby to wielka ulga dla świata. Trudne było dla mnie ciągłe poczucie zagrożenia – do Jerozolimy pojechałem z żoną, która pracowała dla Lekarzy bez Granic, i z dwójką małych dzieci, którymi opiekowałem się na co dzień. Na ulicach spotyka się żołnierzy z bronią, noszą ją także cywile. Oczywiście jest względnie bezpiecznie, ale to nie jest najlepsze miejsce do życia. Zwłaszcza że na dwa tygodnie przed naszym przyjazdem jakiś koleś rozjechał buldożerem samochody na ulicy…

Cały wywiad z Guyem Delisle możecie przeczytać w najnowszym numerze naszego magazynu TUTAJ.

Dodaj komentarz

-->