Obiektywna. To słowo, które przychodzi mi do głowy jako pierwsze, kiedy myślę o reportażu Karoliny Domagalskiej. Reportażu poruszającego temat, który od lat polaryzuje opinię publiczną. Zachowanie dystansu i obiektywizmu w kwestiach dotyczących in vitro wymaga niebywałego dziennikarskiego kunsztu. Domagalskiej udaje się opowiedzieć historię córki, która oddaje komórkę jajową swojej matce; dawcy spermy, który decyduje się na spotkanie ze swoimi „dziećmi”; czy dziewczyny „z probówki”, która szuka swojej tożsamości w sposób pozwalający czytelnikowi na indywidualną ocenę moralną. Jest to możliwe dzięki nagromadzeniu bohaterów i historii – dziennikarka nie ogranicza się tylko do Polski, ale podróżuje po całym świecie, przedstawiając różne rozwiązania prawne i strategie klinki niepłodności. Jej bohaterami są zarówno pary hetero- i homoseksulane oraz singielki. Każdy znalazł sobie miejsce w „Nie przeproszę, że urodziłam”, bo wbrew pozorom problem in vitro na swój sposób dotyka każdego. A przynajmniej każdy ma na jego temat opinię, często z faktami nie mającą nic wspólnego. Domagalska sprawy nie ułatwia, ale dostarcza argumentów. Zarówno dla jednej i drugiej strony.
„Nie przeproszę, że urodziłam”
Karolina Domagalska
Czarne

