Muzyka przylatuje z kosmosu – wywiad z Ritą Pax

foto. Filip Okopny
foto. Filip Okopny

Członkowie zespołu Rita Pax opowiadają nam, jak powstają ich utwory, kogo obgadują w busie, i skąd na ich najnowszej płycie „Old Transport Wonders” wzięły się irańskie i indyjskie instrumenty. Dowiedzcie się, czego się spodziewać po kolejnych koncertach z trasy „Spragnieni lata”. Najbliższy już 29.01 w Bydgoszczy!

Podczas trasy „Spragnieni Lata” dzielicie scenę z The Dumplings i Gooralem – zagracie więc nie tylko dla swoich fanów Jak gra się dla cudzej publiczności?

Paulina Przybysz: Kiedy jest się zespołem, który poniekąd zaczyna swoją przygodę, to każda publiczność jest nowa, choć nie nazwałabym jej cudzą, muzyka nie jest własnością jednostki. Wierzę, że muzyka przylatuje z kosmosu i celuje dokładnie w te uszy, które świadomie lub podświadomie ją do siebie przyciągają. Ta, która przepływa przez nas, musimy mieć gdzieś podobnie wrażliwego odbiorcę. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Jurek Markuszewski: W przygotowaniach nic to nie zmienia. Jesteśmy pogodzeni z faktem, że komuś może się nie spodobać to, co robimy, więc po prostu będziemy sobą i będziemy się dobrze bawić!
Paweł Zalewski: Granie dla publiczności innych zespołów jest zawsze wyzwaniem, bo trzeba ją zainteresować naszą twórczością i nakłonić do odbierania energii, którą wysyłamy ze sceny. Grunt żeby po koncercie pojawili się nowi fani Rity Pax. Taki jest nasz cel.

Powiedzieliście kiedyś, że projekt Rita Pax to w założeniu „detox od MIDI i produkcyjnego podejścia do muzyki”. Czym jest dla was produkcyjne podejście do muzyki? Czym ono się różni od waszego podejścia do muzyki? Macie w ogóle coś takiego jak wspólne podejście do muzyki?

Paulina: Główny przekazem tej metafory jest chyba to, że numery – a przynajmniej ich sedno – powstają na próbach, gdy gra cały organizm zespołu. Ja bym to nazwała właśnie podejściem organicznym. Czymś zdecydowanie innym jest siedzenie samemu i lepienie brzmień, choć ta metoda jest też wspaniała i ekscytująca. Ja sama uwielbiam, zwłaszcza ostatnio, ciąć sample i obserwować, co się stanie.

Jurek:  Do pewnego momentu nie mamy nad sobą nikogo, kto by stwierdził, że dany pomysł na przykład nie pasuje albo jest zbyt odważny. Wszystkie chwyty dozwolone. Z czasem, w procesie aranżacji krystalizuje się jedna, wspólna myśl muzyczna. Poza tym wszystko nagrywamy własnoręcznie, nic nie programujemy.

Paweł: Produkcyjne podejście do muzyki to absolutnie nic złego i jestem pewien, że każdy z nas wśród ulubionych płyt ma takie, które w dużej mierze powstały w produkcji właśnie – demo przyniesione do studia prawie nie przypomina efektu końcowego. Rita Pax to jednak nie tylko projekt, to przede wszystkim zespół. Aranż i instrumentacje mamy zwykle ogarnięte już na próbach, przed wejściem do studia. Dzięki temu nie mamy potem większych problemów z „odegraniem na żywo” materiału z płyty. Tak na prawdę większość piosenek moglibyśmy próbować nagrać na tzw. „setkę”, czyli wszyscy grają jednocześnie.

 

 

Jak wygląda dynamika międzyludzka wewnątrz zespołu? Jak się uzupełniacie? Jak rozwiązujecie konflikty, które pewnie się zdarzają?

Paulina: Myślę, że jesteśmy jeszcze na etapie mocnego lubienia się. Spory się jeszcze nie zdarzają. Przede wszystkim cieszymy się ze wspólnego grania i obcowania ze sobą. Oczywiście jak kogoś nie ma akurat z nami, to go pieszczotliwie obgadujemy, ale z miłością…

Jurek:  Uzupełniamy się znakomicie! Nie pamiętam żadnych spektakularnych konfliktów, raczej szybko się dogadujemy, poruszając się po wspólnym świecie ironii.

Paweł: Po pierwsze: przemoc fizyczna. Kasia trenuje kung fu, więc potrafi nas szybko ustawić do pionu albo rzucić na łopatki. A tak serio, to konfliktów prawie nie ma, a jak już się zdarzą, to rozwiązujemy je śmiechem, sarkazmem i delikatnym dokuczaniem sobie nawzajem.

A jak podejmujecie decyzje? Demokratycznie, czy ktoś tu sprawuje autorytarne rządy?

Paweł: Nie mamy zepołowej konstytucji, nie jesteśmy demokracją, ale też nie dyktaturą. Trochę mamy problemów z podejmowaniem decyzji, ale na szczęście pomaga nam w tym nasza zdecydowana menadżerka – Emi, za co jesteśmy jej niezmiernie wdzięczni.

Jaki macie rytm pracy? Tworzycie zrywami czy systematycznie, według planu?

Jurek: Zazwyczaj pracujemy etapami. Robimy klip, potem mamy próby przez dwa tygodnie, jedziemy na koncerty, potem komponujemy. Dajemy sobie czas. Nie wszystko na raz, choć ostatnio te etapy się kurczą z racji przyspieszania tempa działalności zespołu.

Na waszej nowej płycie słychać różne nietypowe instrumenty od irańskiego sazu, przez indyjskie bansuri po polską szklankę. Skąd te inspiracje i pomysły?

Paweł: Nie jestem pewien, czy szklanka jest polska, ale niech tak zostanie, patriotycznie. Jeżeli chodzi o nietypowe instrumenty, to w dużej mierze to zamieszanie spowodowane przeze mnie i Piotra. W naszym domu rodzinnym mamy kolekcję dziwnych instrumentów z różnych epok i zakątków świata, zawsze staramy się gdzieś je wykorzystać. Rzadziej spotykane brzmienia dodają aranżacji kolorytu.

Planujecie już kolejny album?

Paulina: Tak, zalążki numerów już powstają po kątach. Myślę, że jak skończymy trasę koncertowa, to zaczniemy się spotykać w celu zderzenia pomysłów.

Paweł: Czasami jak słucham naszych jamów na próbach, to wydaje mi się, że od razu planujemy parę albumów w przód.

_MG_0109

Jak fakt, że znacie się od dziecka, wpływa na waszą współpracę?

Paweł: Ja i Piotr chodziliśmy z Pauliną do jednej podstawówki muzycznej, reszta zespołu też się znała już od wielu lat z różnych szkół i projektów. Trudno opisać, jak to wpływa na współpracę, ale na pewno bardziej pomaga niż przeszkadza. Jak już nie mamy o czym rozmawiać w busie, to zawsze możemy poobgadywać znajomych z dawnych lat.

Jak zaczęła się wasza współpraca przy projekcie „Spragnieni lata”? Czego się po tej współpracy spodziewacie? Czego publiczność może się spodziewać po was?
Paulina: Zostaliśmy po prostu zaproszeni przez organizatorów trasy. Będziemy grać bardzo naturalnie i spontanicznie, jak zawsze. Im dłużej gramy, tym bardziej pozwalamy sobie odlatywać i to właśnie zamierzamy robić – z nadzieją, że publiczność poleci z nami. „Old Transport Wonders” to zbiór utworów służących do transportowania słuchaczy za pomocą częstotliwości.

Jurek: Po nas można spodziewać się wszystkiego! Natomiast co do całej trasy, to spodziewam się, że upłynie pod znakiem wzajemnego szacunku artystów i publiczności.

Paweł: Mamy zamiar zarazić kolejnych ludzi naszą muzyką i radością z grania koncertów. Publiczność może być pewna, że otrzyma dużo letniej energii w środku zimy.

 

Najbliższy koncert z trasy “Spragnieni Lata”:

29.01.2016 – Bydgoszcz (Estrada)

grają: The Dumplings, Rita Pax, Gooral

Kolejne koncerty:
06.02.2016 Białka Tatrzańska (Bania), grają: Gooral
18.02.2016 Lublin (Graffiti), grają: The Dumplings, Rita Pax, Gooral
19.02.2016 Warszawa (Palladium), grają: The Dumplings, Rita Pax, Gooral
20.02.2016 Rzeszów (Life House), grają: The Dumpling, Rita Pax, Gooral

Sponsorem trasy koncertowej jest Cydr Lubelski.

Więcej informacji na:

facebook.com/CydrLubelski
www.spragnienilata2016.pl

scan pen do oklejania

242 komentarze

Dodaj komentarz

-->