Wymarzony lokal dla Dona Drapera – retro-elegancja, big band na żywo i mnóstwo whisky. Bohater „Mad Men” czułby się tutaj jak ryba w wodzie. Podobnie jak wszyscy, którzy mają zajawkę na to, by zabawić się w miejską elitę rodem z lat 60. W pięknym modernistycznym budynku, zlokalizowanym na tyłach siedziby SLD przy Rozbrat, panuje klimat klubowy (klubowy = elitarny, a nie klubowy = clubbingowy) – na wejściu ochroniarz w białej koszuli pobiera opłatę, w środku pobrzmiewa cichy jazz, na półkach za barami (są trzy) złocą się dziesiątki butelek whisky, a na stylowych meblach w minimalistycznych wnętrzach zasiadają elegancko ubrani goście. Niby wszystko fajnie, a jednak dawno otwarcie nowego miejsca nie wywołało takich kontrowersji. Problem polega na tym, że za lokal odpowiada ekipa, którą traktowano do tej pory bardziej jak aktywistów niż biznesmenów. Panowie przywrócili do życia Warszawę Powiśle, robiąc ze starych kas dworcowych jedno z najmodniejszych miejsc w mieście. Kiedy odkryli w niedalekiej okolicy zaniedbany modernistyczny budynek z lat 70. i postanowili go odrestaurować, wszyscy ucieszyli się, że powstanie kolejne miejsce w podobnym stylu. Huczne otwarcie rozwiało nadzieje wielu – przepięknie odnowiony lokal nastawiony jest na klientelę zupełnie inną niż Powiśle. To jednak inna liga. Nas nie porwało. Agnieszkę Szulim wolimy oglądać w telewizji. Ale będziemy obserwować z zaciekawieniem, czy w stolicy znajdzie się wystarczająca grupa dobrze sytuowanych ludzi – wrażliwych na socrealistyczne uroki i lubiących klimat rodem ze „Złego” – którym uda się Syreni utrzymać przy życiu. [Sylwia Kawalerowicz]
Syreni Śpiew
Warszawa
