Róż. Kolor, który dominuje w życiu niejednego człowieka – częściej: niejednej dziewczyny – tym razem bije po oczach w miejscu, które staje się nowym, futurystycznym azylem dla wszystkich warszawiaków. Zaskakujące wnętrze starej fabryki zmieniono w hollywoodzką Fabrykę Snów z wyjątkowymi schodami, które zachęcają bywalców do wspinania się na sam szczyt. Show Club, bo o nim mowa, to miejscówka, którą jedni będą przeklinać, a inni, jeśli choć raz tam wejdą, nie będą chcieli jej opuścić. Jeżeli nie przekonują cię modne ciuchy na ciałach roztańczonych gości, świecące cekiny i atmosfera miłości (za to wielki plus!), to może ceny w barze – 10 PLN za piwo, drinki do 30 PLN – nakłonią cię do pozostania w środku. W luksusowo urządzonym klubie jeszcze jedna rzecz, niezbyt częsta w Warszawie, zwraca uwagę – to sympatyczni ochroniarze. Jeśli natomiast muzyka, która wybrzmiewa zapraszająco już od progu, nie odpowiada twojemu smakowi, zawsze możesz spędzić czas, siedząc ze znajomymi na kanapach, które kuszą kolorem, wielkością i formą. Co prawda dźwięki docierające do twojego ucha mogą sporadycznie zaboleć swoją prostotą, ale czy czasem nie chcemy, żeby było w życiu łatwiej? Nawet to, że Królowa Popu zwana Dodą dotknęła swoją różową różdżką części wystroju, nie musi odstraszać. Wystarczy wejść tam z dystansem i – kto wie – może pozytywnie się zaskoczyć? O jaraniu fajek nie ma raczej mowy, ale dla tych, którzy królują w Show Clubie, palenie jest po prostu passé. Idea tego miejsca jest dobra, profil – gay-friendly, co cieszy tym bardziej, że „never ending story” w postaci Tomba Tomba jednak się skończyło. Klub dla poszukujących i odważnych. [Zuzanna Bukłaha]
Show club
Warszawa
