OK, wiem, restauracja Mango mieści się w Hiltonie. Ale pamiętajmy, że nie można oceniać książki po okładce. Pierwsza dobra wiadomość: Mango jest ostatnim miejscem, które można by uznać za typową hotelową restaurację. Nieznany projektant wnętrz stworzył miejsce przyjazne zarówno garniturowcom (stolik obok), jak i luzakom bez krawatów, którzy doceniają eleganckie i designerskie wnętrza (my). Druga dobra wiadomość: nocleg w Hiltonie cały czas pozostaje dużo droższy od świetnej kolacji dla dwóch osób w tej małej wysepce egzotycznych smaków (lunche dwudaniowe za 25 PLN). Mango nie jest po prostu nazwą, która dobrze się kojarzy, tak jak chociażby Lemon. Mango jest łącznikiem – w niezbyt rozbudowanym menu znajdziemy ten owoc w różnych postaciach. Oprócz tego w karcie znajdziemy dania z krajów, gdzie mango jada się dużo częściej niż w Polsce. Oczytana foto dopatrzyła się propozycji z kuchni południowoamerykańskiej (ceviche – 26 PLN), karaibskiej i tajskiej. Ta ostatnia, może za sprawą kucharza, ma jednak pierwszeństwo. Skoro jesteśmy już w Azji, trzeba przyznać, że wielbiciele sushi również nie przeżyją rozczarowania – Mango serwuje spory wybór japońskich przysmaków (do 259 PLN za megazestaw dla pięciu osób). Podsumowując – dla każdego coś miłego. I do tego jeszcze bardzo ładnego. Nie udało nam się ustalić, czy Mango zatrudnia dekoratora, ale jedzenie podawane jest tak efektownie, że utrwalić je na zdjęciu. Przynajmniej Magda tak zrobiła. Z przystawek godnych polecenia sfotografowaliśmy tuńczyka tataki (32 PLN), sałatkę z polędwicą wołową na ostro w sosie z limonki (36 PLN) i dim sum (pierożki ze szpinakiem – 18 PLN). Ponadto skusiliśmy się na łososia gotowanego na wolnym ogniu (46 PLN, absolutna rewelacja) i California maki z łososiem i pieczonym węgorzem (28 PLN za cztery sztuki). Nie mieliśmy ochoty na deser, ale miłej obsłudze się nie odmawia – z myślą o czytelnikach znaleźliśmy miejsce na wulkan czekoladowy (24 PLN). Prawdziwa eksplozja ciepłej gorzkiej czekolady. O smaczniejsze zakończenie wieczoru byłoby trudno!
Tekst: Mladen Petrov
Foto: Magda Braniewska
