Nie w porę
Nazwa nowej knajpki na Mickiewicza jest podwójnie myląca. Z jednej strony „por i ananas” sugerują lokal z zieleniną, a z drugiej – „pora na nas”, zdanie, które pada raczej w okolicznościach niezbyt przyjemnych, gdy wszystko zostało już powiedziane, a nie zjedzone, i pozostaje trzasnąć drzwiami. Tymczasem w Porzeananasie (Porzenanas?) od progu spora trzódka kelnerów, kelnerek i ich pomocników, tłoczących się za wąskim kontuarem, proponuje nam boczek. Do trzaskania też nie ma powodów, ale szybka rewizyta stoi pod dużym znakiem zapytania. Porananas powstał na warszawskim Żoliborzu, w coraz bardziej gęstej od lokali okolicy placu Inwalidów. Konkurencja jest duża – swojskie Głodomory, Mały Format, Fawory, jakaś włochopochodna, nijaka restauracja i najbardziej leciwy w tej grupie Żywiciel dla wielbicieli móżdżków i galaret. Rywalizacji jednak nie ma, latem są leżaki i trawka, atmosfera jest leniwa, nawet pędzące obok auta i tramwaje jej nie mącą.
Ale do Porananasa przychodzimy chyba trochę nie w porę. Ktoś wierci w blacie otwór, ktoś odkurza trociny, a my trzem kolejnym osobom próbujemy przekazać zamówienie. Nie jest łatwo, choć danie w menu jedno. Pomysł na kartę jest bowiem następujący – w godzinach 12-16 wydawane są jedynie lunche, a po 16 obowiązuje menu popołudniowe. Bierzemy lunch (23 zł lub 26 z deserem) – placuszki z cukinią (z serem kozim lub boczkiem) oraz chłodnik z ogórka. I tu pojawia się problem. Mąka i kefir – tak mogłaby brzmieć nazwa tego zestawu, a być może i całej knajpki. Jedzenie nie jest niedobre, nic nie budzi oporów, ale okazuje się, mówiąc dyplomatycznie, ulotne w smaku. Żołądek tego nie zapamięta. No to chyba „pora na nas”. Wrócimy, gdy wszystko się dotrze, dosoli i dopieprzy. Moje towarzyszki idą tymczasem zamówić zestaw lunchowy w Głodomorach (za 21 zł), na później, bo po obiedzie w Porzeananasie głód przyjdzie wcześniej niż później.
Warszawa
ul. Mickiewicza 17
Sprawdź również:

