Kawiarnia Melisa

Warszawa

 

Kiedy zamknięto Cyklozę – słynną w pewnych kręgach miejscówkę na rogu Hożej i Poznańskiej, jedną z nielicznych sprzeciwiającą się wielkim korporacjom i niesprzedającą zachodnich napojów gazowanych – nikt z moich najbliższych znajomych nie straszył wprawdzie samobójstwem, ale znam osoby, którym było przykro. Mnie na przykład – duża i gęsta zupa marchewkowa za 5 PLN była z całą pewnością wystarczającym powodem, żeby zejść do piwnicy przy Hożej 62. Dziś powody, żeby się tu pojawić, są inne. W kawiarni Melisa pan za ladą grał w karty z kolegą, od którego odszedł, żeby mnie obsłużyć. Notuję – atmosfera na luzie. Jeśli chodzi o wnętrza, nie to, że się czepiam, ale niewiele się tu zmieniło. Dla niektórych to nawet dobra wiadomość. Dla innych – niekoniecznie. Złą wiadomością natomiast było to, że białe wino wcale nie było zimne, a barmana nieco zaskoczyło moje pytanie. Wybrałem więc czerwone i zająłem się ocenianiem miejscówki. A jednak coś się zmieniło: w ofercie pojawiły się zachodnie napoje bezalkoholowe, zaś alternatywą dla nich jest całkiem bogata oferta drinków bez prądu. Na przeczytanie menu potrzebowałem mniej niż dziesięć sekund (picie, picie i jeszcze raz picie). Dłużej zajmuje za to wyliczenie wydarzeń, które są tu organizowane – zdradzimy więc tylko, że należą do nich wystawy i seanse filmowe. Miło, że w samym centrum miasta są miejsca niezależne, ale jeszcze milej byłoby, gdyby mogły się one pochwalić bardziej wyraźnym charakterem. I schłodzonym białym winem. [Mladen Petrov]

 

Dodaj komentarz

-->