Naczelna na pewno pokochałaby to miejsce. Agata bowiem cały czas udowadnia (nie wiemy jeszcze komu), że Warszawie coraz bliżej do Berlina i za każdym razem, gdy jest w nowej fajnej miejscówce, wydaje wyrok: „No tak, nareszcie, Warszawie coraz bliżej do Berlina”. Mnie Grand Fotel też się podoba. Właściciele Grand Fotelu mają tyle pomysłów, że sami chyba nie wiedzą do końca, czym właściwie jest ta miejscówka. W pięknie urządzonym mieszkaniu z zawrotnie wysokimi sufitami czekają na nas, w naprawdę przystępnych cenach, „meble znalezione i kupione w najróżniejszych miejscach i od najróżniejszych ludzi, które przechodzą odnowę biologiczną pod czułym okiem pana konserwatora – rzeźbiarza amatora”. Do tego vintage’owe perełki, w tym prawie stuletnie torebki dla czytelniczek, które cenią niepowtarzalność, mnóstwo grafik i kącik dla młodych projektantów. Na razie w kąciku są ubrania marek Eight Sin i Relish, ale niebawem trzeci pokój ma się zapełnić kreacjami absolwentów ASP z całej Polski. Z innych zapowiedzi: spotkania i dyskusje, ubrania szyte w zgodzie z ekologią w przystępnych cenach i obłędnych kolorach oraz kolekcja autorskich mebli, która ma łączyć minimalizm z polskim etno. A już teraz – dobra kawa, muzyka ze starego adaptera i bardzo przyjemna atmosfera. Czyli Warszawa pełną gębą. [Mladen Petrov]
Grand Fotel Irregular Store
Warszawa
