Dolina Muminków

Warszawa

Wszędzie słychać narzekania, jak trudno jest prowadzićknajpy, ale prawda jak zawsze leży gdzieś pośrodku. Owszem, ambitnej ekipie,która dała warszawiakom najbardziej oczekiwaną miejscówkę tego lata, plany pokrzyżowalithe usual suspects. Z powodu opóźnienia – winnych tradycyjnie znajdziemy wewszelakich urzędach – Dolina Muminków przywitała swoich pierwszych gościniemalże wtedy, gdy lato (a raczej ten ponury impostor podający się za lato)miało się już ku końcowi. Inna ciekawostka – piątek, w który otwarto Dolinę,był jednym z trzech dni wakacji, kiedy akurat nie padało. Wspominam o tym poto, by podkreślić bohaterski czyn właścicieli: jeśli ktoś chce prowadzić wstolicy miejsce pod gołym niebem, w dodatku przyjazne dzieciom, niewątpliwiezasługuje na brawa. Warszawiacy też zarobili sobie na pochwałę – otóż po porzemonsunowej na ulicach wciąż widujemy te same osoby. Najwyraźniej nikt jeszczenie opuścił stolicy na stałe z powodu pogody. Dolinie Muminków na pewno niepomogła administracja Ratusza, ale marketing szeptany – owszem. Jeśli pogodasię ulituje, jeszcze przez chwilę w parku na skarpie będą woda, barzaprojektowany przez pewną znaną osobę, leżaki, napoje, a do tego imprezy ikoncerty dla nieco bardziej hipstersko nastawionych, ich połówek i dzieci (tojuż trochę inna bajka). Dolina stała się kolejnym miejscem w Warszawie, którezyskało status kultowego i znanego, zanim jeszcze ruszyło. Dość filozofowania,bierzcie parasolki, bawcie się dobrze i pamiętajcie, że takich miejscznajdziemy wiele w każdym nieco większym mieście w Europie. Zatem mojapropozycja brzmi następująco – mniej zachwytów, więcej słońca! [Mladen Petrov]

Dodaj komentarz

-->