Kawałek podłogi

old, grunge wood panels used as background

„13 pięter”
Filip Springer
Czarne

Bardzo się musiał Filip Springer wkurwiać, pisząc tę książkę. Czytając ją, czuje się nie tyle tę jego złość, ile własną. Złość, przerażenie, smutek. Ale jednak głównie złość. A to przecież „tylko” reportaż o tak, wydawałoby się, nieemocjonującym zagadnieniu jak sytuacja mieszkaniowa Polaków. Nie tylko współczesnych, bo połowa książki poświęcona jest sytuacji mieszkaniowej w XX-leciu międzywojennym. Brzmi mało interesująco? Nic bardziej mylnego, „13 pięter” czyta się z wypiekami na twarzy. W kolejnych rozdziałach, dotyczących czyścicieli kamienic, wolnorynkowych kredytów mieszkaniowych, frankowiczów i polityki mieszkaniowej państwa, Springer buduje obraz, który, pobieżnie streszczony, mógłby robić wrażenie lewackiej teorii spiskowej, ale ogrom i rzetelność riserczerskiej pracy, logika i jasność wywodu oraz wnikliwość reporterskiego spojrzenia nie pozostawiają wątpliwości. Ani co do talentu Springera, ani co do faktu, że coś tu jest grubo nie tak. „13 pięter” ma moc momentu, w którym uświadamiamy sobie, że daliśmy sobie wmówić, że białe jest czarne. Że ktoś tu stoi na głowie i robi z nas idiotę. Że coś tu jest grubo, wręcz fundamentalnie nie w porządku. „13 pięter” to książka z tezą, reportaż interwencyjny. Może się to nie podobać, ale  trudno się nie zgodzić, że to interwencja w sprawie, która na interwencję zasługuje.

Dodaj komentarz

-->