JPEGMAFIA „All My Heroes Are Cornballs” – recenzja

Najnowszy album JPEG-a to alchemiczna mikstura, w której muzyk postanowił zmieszać wszystkie inspiracje muzyczne, jakie można znaleźć w internecie.

„All My Heroes All Cornballs” to idealny millienialny projekt, który może przybliżyć szerszej publiczności, czego słuchają dzieciaki spędzające całe dnie, śmiejąc się z memów o samobójstwie. Jest też idealnym dopełnieniem poprzedniego wydawnictwa od Peggy’ego. Bo jeśli „Veteran” był imprezą to „AMHAC” jest afterem spędzanym z przyjaciółmi. Są na płycie mocniejsze produkcje i wykrzykiwane rymy, jednak Mafia skupia się na melodyjnych delikatnych bitach, połamanych samplach wypełnionych kaszlem (JPEGMAFIA kaszle w KAŻDYM utworze), dymem i świetnymi featuringami, które powodują, że płyta, która początkowo odrzuca swoimi dziwactwami, z każdym kolejnym odsłuchem coraz bardziej przyciąga. Produkcyjnie jest to drugi najlepiej wyprodukowany album po „IGOR-ze” Tylera, The Creatora. Jakimś cudem bity, które wydają się początkowo brudne i pokraczne, z każdym kolejnym zapętleniem okazują się idealnie wyszlifowanymi perełkami. Perełkami łączącymi szaleństwo, sample, przesterowane synthy, gitary i wokale artysty w zgrabną całość. Lirycznie JPEGMAFIA jest nadal sobą. Człowiekiem, który nie wstydzi się śpiewania o miłości do anime i amerykańskiego wrestlingu. Tym, co zawsze odróżniało JPEG-a od innych twórców, jest całkowity brak obaw przed oceną fanów, recenzentów czy innych raperów. I tak jest też na tej płycie. Bo jaki raper na świecie nie miałby problemu, aby nazywać siebie Peggy i śpiewać jako kobieta na swoich trackach? Tylko Peggy. Płyta JPEGMAFIA jest dziwaczna i idealna zarazem, ale nie próbujcie jej puszczać normalnym ludziom.

Tekst: Kacper Peresada

1 komentarz

Możliwość dodawania komentarzy wyłączona

-->