Fala alternatywnego r’n’b w ciągu ostatnich pięciu lat zalała nas jak new rock revolution na początku XXI wieku. Wciąż elektryzuje muzyków chowających się do niedawna w swoich sypialniach, jest nadal trendem intensywnie promieniującym na ospały mainstream, ale także fabryką bliźniaczych, pozbawionych tożsamości wykonawców. Z tego rwącego potoku wyłoniła się jednak Jessy Lanza – nieśmiała diwa z kontrolującej puls współczesnej elektroniki wytwórni Hyperdub.
Kanadyjka znienacka, wydała najbardziej kompletny album w historii całego nurtu. Nagrane pod okiem Jeremy’ego Greenspana z Junior Boys „Oh No” łączy wszystkie cnoty electropopowego duetu: przejrzystą niczym woda na Malediwach produkcję oraz intymność, która nie kłóci ę z doskonałymi tanecznymi przebojami. Elfi wokal Jessy idealnie spaja składające się na muzyczne tło inspiracje chicagowskim footworkiem, klasycznym house’em i płynnym ambientnem. Wokalistka użyła więc znanych już surowców, ale wydestylowała z nich esencję uzależniającą chwytliwością i eteryczną atmosferą. Lepszej popowej płyty w tym roku najpewniej nie będzie. Możliwe, że w przyszłym i jeszcze następnym też nie. O ile Lanza nie pokusi się o wydanie kolejnego longplaya.
Jessy Lanza
„Oh No”
Hyperdub

