Harcerze przewracają się w grobie

Mam problem z ekranizacjami lektur szkolnych. Szczególnie tych, które opowiadają o honorze, bohaterskich czynach i wojennej zawierusze. „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego czyli drugi po „Naszej szkapie” szkolny wzruszacz, to książka, której ocenić się nie da. No bo przecież trudno mieć do autora żal, że o Szarych Szeregach, chłopcach ginących za ojczyznę i wojnie pisze w sposób podniosły. Takie czasy, taka sytuacja. W końcu autorem tych historii było życie, a ono się nie zastanawia czy coś wypada tandetnie albo nierealnie. Tyle o książce, którą niezależnie od słabszych momentów przeczytać trzeba. Czy trzeba jednak przekładać jej treść na obrazy?

Robert Gliński, którego większość kojarzy z ponurym paradokumentem „Cześć! Tereska”, zadania się podjął i niestety egzamin oblał. Jego „Kamienie na szaniec” to serialowa układanka, która pozostawia widza absolutnie obojętnym. Niby wojna, niby młodzi i piękni chłopcy giną a jakoś żadna łza nie może się uronić. Wszystko ogląda się tu z jakiejś bezpiecznej perspektywy, która sprawia, że trudno zaangażować się w losy bohaterów. Gliński postawił na opowieść krótkimi scenkami. Trochę więc jak w komiksie poznajemy bohaterów i ich losy. Poszatkowana narracja sprawia, że trudno zapamiętać imiona i przezwiska chłopców, i zrozumieć ich motywacje. Konflikt zawiązuje się tu powoli i do końca nie jest czytelny. Nawet dla tych, którzy dobrze znają książkę.

Szwankuje niestety też gra bohaterów. Chłopcy są dziwnie sztywni i nieprzekonywujący. Być może nie jest to do końca wina aktorów, ale papierowych dialogów, które miejscami są wręcz kuriozalne. Gliński chciał zrobić film dla młodych o młodych, dlatego postanowił sięgnąć po środki, które w jego mniemaniu są „młodzieżowe”. Rockowa muzyka, ostre cięcia, dużo akcji i krwi. Jak widać te cztery wyznaczniki hollywoodzkiej super produkcji, nie zawsze działają. „Kamienie na szaniec” są po prostu sztuczne. I nie jest w stanie przykryć tego ani piękna scenografia, ani zgrabnie pokazane sceny akcji ani nawet nasz prywatny patriotyzm, który podpowiada, że takie filmy robić trzeba. Nie. Takich filmów nie trzeba robić. Trzeba przeczytać książkę, która niestety pewnie przegra z ekranizacją. Szkoda, bo czytać dobrze i przeżywać dobrze. A szydzić z harcerzy niezbyt, choć w kilku momentach widzom na sali nie pozostało nic innego.

Dodaj komentarz

-->