Zachętą do sięgnięcia po tę płytę powinien być już pomysł, który legł u jej podstaw. Otóż nieznany szerszej publice, rezydujący w Berlinie międzynarodowy kolektyw postanowił porwać się na projekt w starym stylu. „Emocean” to soundtrack do filmu, w którym występuje zespół i który oczywiście miał premierę w tym samym czasie co album. Jednak te kompozycje mogą też funkcjonować samodzielnie, bo – tak jak słynna „Interstella 5555” Daft Punk – są utrzymaną w tym samym klimacie ilustracją muzyczną do filmowego obrazka. Żadnych dialogów, żadnych zmian stylistyki. Po prostu strumień dźwięków i emocji.
Ale nie jest to Daft Punk. I bardzo dobrze, bo Fenster całkiem niespodziewanie nagrał płytę, którą mam ochotę odsłuchać więcej niż kilka razy z rzędu. Stylistycznie nawiązującą mocno do lat 70. i w pewnych momentach wywołującą skojarzenia z innymi tuzami muzyki instrumentalnej – Air (w końcu oni też bawili się w „soundtracki”). Zresztą wystarczy posłuchać delikatnej gitary w „Eyeland” i już jesteśmy gdzieś w okolicach salonowej erotyki rodem z „10 000 Hz Legend ”. Lampy z bąbelkami, grube zasłony, opary haszyszu. Do tego niekończący się kosmos.
To podróż spokojna, wyważona, pozbawiona pędu XXI wieku. Raczej taka odlotowo kubrickowska, płynąca jak albumy Spiritualized.
Z tą różnicą, że tutaj nie musicie się obawiać, że trip wam nie wejdzie, a zza zakrętu wyskoczą demony. Wszystko jest przyjemne i udane jak pierwszy porządny joint, albo weekend nad morzem, kiedy na niebie nie ma ani jednej chmury. I nawet jeśli mocno psychodeliczne obrazki z filmu (którego fragmenty można zobaczyć online) nie podziałają na was zachęcająco, to pomyślcie sobie o kwaśnym „Yellow Submarine”, którego do tej pory słuchają wasi rodzice. Przecież ten film pomimo kasowego sukcesu jest schizą nad schizami.
Trochę nie wierzę, że to znów napiszę, ale dopóki istnieją ludzie, którym chce się zrobić coś tak prostego, pięknego i przyjemnego, dopóty będę przeglądać odpychający mnie gimnazjalną polityką internet w poszukiwaniu tego typu perełek.

