Dobre rzeczy powstają szybko – rozmawiamy z zespołem Sonar

Nowa płyta SONARA, “Torino” właśnie ujrzała światło dzienne. Podobnie zresztą jak pierwszy teledysk z tego wydawnictwa, zrealizowany do piosenki “Odkrywam”. Dzień przed tymi ważnymi premierami spotkaliśmy się z członkami zespołu, Leną Osińską i Łukaszem Stachurko, którzy zdradzili nam jak powstawała nowa muzyka, kto gościnnie udzielił się na płycie i o co chodzi z tym BMW kombi wjeżdżającym do morza. 


„Torino” to chwytliwy i miły tytuł, który na dodatek świetnie wygląda na okładce. Ale to nie puste słowo – ten materiał naprawdę powstał w Turynie.

Lena Osińska: Tak, zainspirowało nas właśnie to miasto, gdzie spędziliśmy trzy tygodnie u naszego znajomego. Nie chcieliśmy kombinować. Taki tytuł wydał nam się naturalny.

Łukasz Stachurko: Podczas pracy nad płytą postanowiliśmy wiele rzeczy uprościć i ta nazwa też była wynikiem tego założenia.

Ale to były wakacje czy wyjazd „do roboty”?

Łukasz: Nie mieliśmy jakiś wielkich zamiarów, ale faktycznie – spakowaliśmy do samochodu nasze studio. Choć, nie oszukujmy się, tej pracy proporcjonalnie było niewiele. Sporo chillowaliśmy.

Lena: Chcieliśmy sobie zrobić wakacje, ale twórcze. Odpoczynek połączony z kreatywnie spędzanym czasem.

Pojechaliście tam w lecie?

Łukasz: Nie, w lutym. Dokładnie rok temu. W zasadzie całą płytę nagrywaliśmy równo rok, bo mastery były w Sylwestra, a pierwsze przymiarki robiliśmy w styczniu. Powstało to wszystko mimochodem, nie wiadomo kiedy mieliśmy nagle 10 szkiców. Lena dwa razy siadła do kompa, coś sobie pośpiewała i w zasadzie wszystko to powstało jednym rzutem. A potem jeździliśmy na rowerku, piliśmy aperitivo…

A nie pomyśleliście, że coś tu nie gra? Że za szybko i za łatwo wam to poszło?

Lena: Jeśli muzyka przychodzi łatwo i szybko, trzeba z tego korzystać. Zawsze mam wtedy wrażenie, że dzieje się coś dobrego.

Łukasz: Dobre rzeczy powstają szybko. Jeśli słychać w muzyce za dużo „kminy”, jakiegoś takiego postarania, to nie jest to korzystne. Lepiej, jak to jest tak od niechcenia, jeśli jest to zapis chwili, emocji. Im krócej od konceptu do zamknięcia, tym lepiej.

Lena: Szczególnie, że im dłużej siedzisz nad numerem, zaczynasz mieć z nim inny kontakt, zmieniasz nastawienie, zaczynasz niepotrzebnie kombinować.

Trochę na początku oszukujecie słuchacza – na pierwszy singiel wybraliście kawałek po polsku i napisany przez Mateusza Holaka. Zupełnie jak na „Pętlach”. A nowa płyta jest zupełnie inna.

Łukasz: „Odkrywam” było pierwszym skończonym numerem. Ale faktycznie jest łącznikiem z pierwszą płytą. Sam tytuł można rozumieć też jako odkrywanie czegoś nowego. Wydaje mi się, że siłą tego utworu jest to, że jest gatunkowo trudny do sklasyfikowania. Jest tu elektronika, jest techniczny bit, ale według mnie ma w sobie też coś bardzo „swojego”. Dla mnie to jest duża korzyść, tego szukam w muzyce. Poza tym to świetny tekst Mateusza. Absolutka topka.

Poprzednio pisał tylko Holak. Teraz autorów było kilku. W tym Lena.

Lena: Na pierwszej płycie z założenia miały być polskie teksty, a ja nie bardzo chcę się porywać na pisanie po polsku. Przy „Torino” natomiast zauważyliśmy, że angielski brzmi w niektórych numerach po prostu lepiej. Część melodiinawet pojawiła mi się w głowie od razu z tekstem, nie musiałam markować wokaliz „po norwesku”.

Łukasz: Dużo wstępnych wersji, które miały być prewkami i nagrywane były na dynamicznym mikrofonie, zostały. Tak na przykład powstało „Lost and Found”. Wykorzystaliśmy te pierwsze ujęcia, mimo, że potem próbowaliśmy poprawić na innych mikrofonach, ale magia chwili była zbyt silna.

Dodaj komentarz

-->