Colin Self – „Siblings” (recenzja)

colin self
colin self

O, panie Self, co pan nam tutaj zmontował! Futurystyczne operetki, kakofoniczne kolaże i przesłodzone popowe piosenki – przecież to nie mogło się udać! Patetyczna przesada i kiczowata stylistyka? Drugi album Colina Selfa to bluźnierczy mariaż wokalnych cyber-chórów, miękkiego techno i szalonego eksperymentu, miejscami przypominający soundtrack do nowego „Avatara”, zatopionego w dystopijnej, cyberpunkowej rzeczywistości. Sofomor jest dużym krokiem naprzód – Self rozwija na „Siblings” pomysły z mniej rozbuchanego, intymniejszego debiutu. Brzmienie zostało znacznie bardziej urozmaicone, a całość zrealizowana z większym rozmachem. Jak na operę przystało, „Siblings” to sinusoida wahająca się od ekstatycznej radości aż po przygnębiający smutek. A poza tym, tak zwyczajnie, po ludzku, mało mieliśmy w tym roku tak ładnych piosenek, jak „Emblem”, czy „Foresight”. Aż się ciepło robi na serduszku po takiej dawce dobroci.

 

Colin Self – „Siblings”
RVNG Intl.

-->