TOP 5 naszych ulubionych motywów z Bonda

 

Zanim Sam Smith zapiszczy swoim falsetem w czołówce nowego filmu o przygodach najbardziej znanego tajnego agenta, przypominamy nasze ulubione Bondowskie motywy. Tak się jakoś składa, że te naszym zdaniem najlepsze, wcale nie pojawiły się na ścieżkach dźwiękowych filmów o Jamesie. Trzeba ich szukać na płytach artystów, których nikt z Hollywood raczej nie poprosi o stworzenie muzyki do jakiejkolwiek superprodukcji.

 

5. Toy Dolls „James Bond (Lives Down Our Street)”


„Bo jego włosy były blond, ufarbowane na blond”. Niewielu superzłoczyńców odważyło się tak otwarcie i bezczelnie śmiać się z agenta Jej Królewskiej Mości jak tych trzech brytyjskich punków. W swoim pastiszowym coverze motywu, który do filmu „Dr No” stworzyli Monty Norman i John Barry, nazywają oni Jamesa przemądrzalcem, a w usta swoich ojców wkładają słowa – „to palant, powinien wreszcie znaleźć jakąś przyzwoitą pracę”. Podobnie jak w utworach „Yul Brynner was a Skinhead” i rozlicznych coverach repertuaru tak różnorodnego jak fugi Bacha i „The Final Countdown” załoga dowodzona przez Michaela „Olgę” Algara bierze na warsztat motywy zakorzenione we współczesnej popkulturze, by wbić kilka szpil w społeczne status quo i – najzwyczajniej w świecie – podrzeć łacha.

 

4. Biddu Orchestra „James Bond Disco Theme (Journey into Fantasy)”


Biddu Appaiah, choć z imienia i nazwiska znany jest nielicznym, zajmuje 34. miejsce w rankingu „50 najważniejszych producentów w historii muzyki” magazynu „NME”. Kompozytor i wokalista urodzony i wychowany w Indiach, a od lat 60. zamieszkujący Wielką Brytanię, uznawany jest za pioniera disco, eurodance’u i hinduskiego popu. Płyty, przy których pracował, sprzedały się w milionach egzemplarzy na całym świecie, a jego największy hit – zaśpiewane przez Carla Douglasa „Kung-Fu Fighting” potrafią zanucić chyba wszyscy. Wydany w 1978 r., piąty album orkiestry Biddu przez znawców tematu uznawany jest za perełkę, a pochodząca z niego reinterpretacja motywu przewodniego z filmów o Jamesie Bondzie, jest jedną z najbardziej tanecznych wersji tej charakterystycznej melodii. Podeszwy zdarł do niej niejeden b-boy, a Hindusi powinni być z niej dumni bardziej niż z faktu, że „Ośmiorniczkę” kręcono w Udajpurze.

 

3. The Selecter „James Bond”


Za tekst pochodzącej z debiutanckiej płyty brytyjskiego zespołu The Selecter, rozbujanej wersji Bondowskiego szlagieru służą właściwie tylko trzy słowa – imię i nazwisko słynnego agenta oraz wymawiany ze sporą emfazą wyraz „killa”. Reprezentująca oficynę 2 Tone, grupa z Coventry – obok The Specials czy The Beat – stanowi forpocztę angielskiego ska, które jamajskie podejście do rytmu łączyło z punkowym wygarem i zaangażowaniem politycznym godnym społecznych aktywistów, nie muzyków. Wieloetnicznemu kolektywowi, który w targanej rasowymi zamieszkami Wielkiej Brytanii przełomu lat 70. i 80., słowem i dźwiękiem walczył o równość i godność wszystkich podwładnych Korony, nie podobał się zapewne wydźwięk filmów o agencie 007. Licencję na zabijanie miał bowiem wtedy każdy tępak z Frontu Narodowego, a pełne zbagatelizowanej przemocy przygody pierwszego cyngla Imperium nie miały nic wspólnego z tak rzadką a potrzebną postawą dialogu i otwartości.

 

2. John Zorn „The James Bond Theme”


Bodajże najbardziej wolnomyślicielski cover motywu przewodniego z serii filmów o agencie 007 pochodzi z albumu Johna Zorna, który dał początek i nazwę składowi Naked City. Kompozycja Normana i Barry’ego w rękach nowojorskiego awangardzisty wspieranego przez Billa Frisella, Wayne’a Horovitza, Freda Firtha i Joeya Barona zyskuje brudny miejski sznyt. Ostre (grind)rockowe zacięcie zderza się tu z (free)jazzową frazą, a całość trzyma w ryzach struktura oryginału. Kiedy ryk gitary rozrywa membrany, wrzaskliwe frazy saksofonu wgryzają się w mózg, a sekcja zderza się oczyszczającym wybuchem jazgotu, widniejące na okładce zdjęcie autorstwa ojca wszystkich ulicznych fotografów, europejskiego emigranta znanego jako Weegee zdaje się jeszcze bardziej niepokojące i dotkliwe. Takiego „Bonda” mógłby nakręcić Gaspar Noe, gdyby zamiast o miłości, wciąż miał ochotę opowiadać o przemocy.

 

1. Barry Adamson „007, A Fantasy Bond Theme”


„Pewnego razu w Kingston żył chłopczyk, który nazywał się Bond, James Bond. James całymi dniami myślał o tym, że chciałby zostać tajnym agentem. Siedział w klasie i zamiast słuchać nauczyciela, marzył o misjach na które zostanie wysłany i krajach, które zwiedzi jako szpieg. Po lekcjach wracał do domu i udawał, że łączy się z centrum dowodzenia przy pomocy nadajnika ukrytego w obcasie buta” – opowiada narrator we wstępie do przesyconego reggae’ową pulsacją fantazyjnego motywu przewodniego do filmu o agencie 007. Oparty na charakterystycznym gitarowym rytmie, utwór Barry’ego Adamsona łączy podniosłą, pełną napięcia atmosferę oryginału z karaibskim feelingiem i wygrywanym na dęciakach groovem. Muzyk znany ze współpracy z Nickiem Cave’em, duetem Pan sonic czy Davidem Lynchem nie dość, że podszedł do oryginału ze sporą dezynwolturą, to podważył szowinistyczną, imperialistyczną ideologię całej serii. W jego wersji bowiem „Bond jest czarny”.

Dodaj komentarz

-->