Już miałam wchodzić, ale zawróciłam do sklepu. Po mleko. Przecież nie wejdę do kawiarni z pustymi rękami. Ale gdyby nie było mleka, ostatecznie wystarczyłby mi uśmiech. Tak działa Miłość.
To nietypowe miejsce zostało otwarte w Lublinie w połowie sierpnia. Pomysłodawcy chcieli zmienić sposób myślenia o kawiarniach i stworzyć knajpę dla tych, których nie stać na kubek latte za 12 zł. Jak to działa w praktyce? Do Miłości idę z wielkim znakiem zapytania w głowie. Nie wiem, czego spodziewać się po takim miejscu. Równie prawdopodobne wydaje się spotkanie ciekawych ludzi, jak i bezdomnych, których naprawdę nie stać na gorący napój. Zegar wybija 17.00, kawiarnia się otworzyła. Uwaga, wchodzę. O dziwo są już pierwsi goście. W zasadzie trudno powiedzieć, kto jest gościem, kto obsługą, a kto właścicielem. Wszyscy dobrze się znają i, co widać po ich zachowaniu, czują jak u siebie w domu. Każdego zamawiającego przy barze wita lista rzeczy, których Miłość potrzebuje. Na pierwszym miejstem ja, czyli klient. Dalsze pozycje zajmują planszówki, meble, farby, żarówki ledowe. Nie ma tu sztucznych uprzejmości, bycia miłym na pokaz z nadzieją na wyższy napiwek. Tu, jak nazwa zobowiązuje, uśmiech jest naturalny. Bywalcy to doceniają. Tych stałych jest już pokaźna grupka. Jeden stolik zajmuje grupa amatorskich muzyków, która zaraz zaczyna próbę. Jak wnioskuję, to ich stała miejscówka, a także miejsce castingów. Po kilku minutach w Miłości otrzymuję propozycję śpiewania z zespołem, ale, ponieważ śpiewam tylko pod prysznicem, odmawiam. Na pamiątkę dostajemy z koleżankami teksty ich poezji śpiewanej. Wreszcie przychodzi kawa i to nie rozpuszczalna, ale prawdziwa z ekspresu. Dodatkowo dostajemy ciastka z orzeszkami, chociaż wcale ich nie zamawiałyśmy. Czuję się jak gość u dobrego gospodarza. Po chwili odkrywamy półkę z planszówkami, wybór pada na domino. Można tu znaleźć dużo innych perełek np. płytę winylową Bajmu. Można się też nauczyć języka, od niedawna prowadzone są bowiem konwersatoria z angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, a wkrótce mają też ruszyć rozmówki po węgiersku. A za naukę, tak jak i za kawę, obowiązuje płatność uśmiechem.
Ci, którzy Miłość stworzyli, chcieli odczarować sposób myślenia o kawiarniach. Tu można napić się dobrej kawy z ekspresu za uśmiech. Jak głosiłby slogan reklamowy, to miejsce bezgotówkowej wymiany dóbr. Dostaję coś do picia i talerz słodkości, a w zamian przynoszę kilogram cukru, niepotrzebne krzesło albo wieszam obrazek na ścianie. Można się też dorzucić do skarbonki. Miejsce przyciąga samą ideą i chwyty reklamowe są już zbędne. A jak już się wejdzie raz, to chce się wrócić, chociażby ze względu na panującą tu atmosferę. I wróciłabym jeszcze dziś, gdyby nie odległość, która dzieli Lublin i mnie.

