Za sarkofagiem w dół
#Restauracja w gmachu głównym Muzeum Narodowego wygląda olśniewająco na zdjęciach. Białe ściany, designerskie krzesła, urok w jakże modnym modernistycznym stylu: marmur i krata. Elegancki #minimalizm. Na żywo wnętrze trochę traci, bo trudno pozbyć się wrażenia zasiadania przy stolikach rozstawionych w korytarzu. Nie wiem, czy chodzi o pogłos, czy zaaranżowanie wnętrza, ale jest tu jakoś tymczasowo. Choć bardzo estetycznie.
Krótkie menu reprezentuje opcję bezpieczną: #sałatki, #kurczak, #łosoś, #krewetki, #spaghetti, #tatar. My zaczęliśmy od zupy rybnej z trawą cytrynową (16 PLN), potem przeszliśmy do tortelloni z borowikami i ricottą oraz kurczaka w sosie musztardowym z frytkami i sałatą (34 PLN), zakończyliśmy zaś bezą i tortem czekoladowym. #Tortelloni smakowały jak ruskie pierogi z wyraźnie wyczuwalnymi grzybami leśnymi. #ZupaRybna była kremowa, smaczna, ale sprawiała wrażenie podgrzanej w mikrofalówce, o czym może świadczyć nierówne nagrzanie potrawy. Zrobione z musu czekoladowego #ciastko na cienkim spodzie wypadło dobrze, choć nieco mdło. Beza z kolei powinna być serwowana z krasnoludem z kilofem do kompletu, bo inaczej ciężko ją było pokonać. Całość poprawna, ale bez szału, raczej dla tych, którzy nie lubią przypraw w kuchni. Po kolacji wyszliśmy najedzeni, ale lekko skonfundowani – #Aleje3 to miejsce, które funkcjonuje w dziwnym rozkroku – ni to fancy restauracja, ni barek w muzeum, niby elegancja-Francja, a potrawy jednak zwyczajne i bez polotu.

