Destroyer rozniósł nas na kawałki

#04.12 w warszawskim Skwerze zagrał Dan Bejar, znany jako #Destroyer. Po jego poprzedniej wizycie nie spodziewaliśmy się niczego specjalnego, a tu proszę.

#DanBejar w Polsce po raz pierwszy wystąpił ponad dwa lata temu – przyjechał na #OffFestival na fali fantastycznego, niesionego ciepłym, dyskotekowym rytmem, zmysłowego #Kaputt. Swoim olewczym (zapewne mającym wiele wspólnego z ilością wypitego wcześniej alkoholu) zachowaniem zniweczył wysiłek siedmioosobowego zespołu, mocno nas rozczarowując. Do jego solowego, akustycznego setu byliśmy więc nastawieni dość sceptycznie. Koncert zaplanowano w jednej z sal śródmiejskiego Skweru – betonowym bunkrze ozdobionym dyskusyjnej urody obrazami, z których zwisały ceny. Naszą uwagę od pretensjonalnego wnętrza odwrócił jednak już sam początek występu. Kanadyjczyk wpełzł na scenę, chwycił gitarę i swoje popisy rozpoczął od fantastycznego wykonania „My Favourite Year”.

Zgodnie z zapowiedzią, na setlistę składały się piosenki z całej dyskografii Destroyera: od „roznegliżowanych” kompozycji ze wspomnianego już #Kaputt czy wspaniałego #YourBlues, przez hiszpańskojęzyczny utwór z najnowszej EP-ki, po „Streets of Fire” z zapomnianego już debiutu (utwór ten zyskał nowe życie dzięki aranżacji The New Pornographers – grupy, w której udziela się Bejar). Lwia część numerów odarto z gęstej instrumentalnej warstwy – na wierzchu zostały jedynie songwriterskie bebechy, które udowodniły, jak wspaniałe były wszystkie odegrane tego wieczoru piosenki. Po każdym numerze #Bejar kłaniał się publiczności, zwieszając swoje imponujące, czarne pukle, schylając się po łyk piwa i ukradkiem sprawdzając setlistę. Mniej więcej w połowie występu artysta przełamał pierwsze lody z publiką – pomogło mu w tym jego cierpkie, rozbrajające poczucia humoru (wychodząc na bis, z wzrokiem wbitym w podłogę, powiedział: „Przygotowałem jeszcze dwie piosenki na wypadek, gdybyście klaskali”). Przez ponad 70 minut Destroyer pokazał więc nie tylko muzyczną klasę, stworzył niezwykle intymną atmosferę, pozwalając nam trochę zrozumieć jego naturę i – co za tym idzie – zrozumieć lepiej jego twórczość. Niezwykłe przeżycie i jeden z najlepszych koncertów w tym roku. Wszystko wybaczamy i jesteśmy gotowi zapomnieć pierwsze zdania tego tekstu.

Dodaj komentarz

-->