Children of Bodom przywieźli nam zimę

Ponoć w muzyce metalowej powiedziano już prawie wszystko. Jak widać po frekwencji, dzieciaki wciąż jednak kochają długowłosych chłopaków żonglujących cytatami z #IronMaiden i innych klasyków. Mogło być zabawnie jak w cyrku, ale na szczęście ktoś na scenie wiedział, gdzie jest granica i w odpowiednim momencie rzucał żarcikiem, albo choć całkiem zgrabną melodią.

Mroźny wiatr nadciągnął nad Warszawę pewnie mniej więcej w tym momencie, w którym #ChildrenOfBodom dojeżdżali na przedmieścia stolicy. Ten całkiem zabawny zbieg okoliczności był dobrym preludium do występu zaprawionych w bojach z mrozami Finów. Poniedziałkowy koncert w Stodole zainaugurował bowiem coroczne zimowe wystawanie pod klubami z małpka pod kurtką i kilkumiesięczne wyczekiwanie upragnionej wiosny. Ponoć w muzyce metalowej powiedziano już prawie wszystko. Jak widać po frekwencji, dzieciaki wciąż jednak kochają długowłosych chłopaków żonglujących cytatami z Iron Maiden i innych klasyków. Z drugiej strony chyba w żadnej dyscyplinie sportu i sztuki nie da się uciec od porównań do pionierów.

Fajnie zatem, że jak już raz od wielkiego dzwonu dotrzemy na heavymetalowy koncert, to przynajmniej oglądamy #zespół rzetelnie wykonujący swoją robotę. W Stodole krew się nie polała, ale widać było, że ktoś odrobił lekcje. Stare dziady latające po scenie w podartych portkach to już strawa wyłącznie dla naszych ojców. Teraz rządzą wyluzowani chłopcy ze Skandynawii. Nie kroczy z nimi szatan i inne demony tylko znajomość klasyki i przecudny luz pozwalający na swobodne lawirowanie między ogranymi milion razy sztuczkami. Podłoga podskakiwała w rytm podwójnej stopy, klawisze wygrywały prawie soundtrackowe motywy, a dwaj kolesie na gitarach zbierali splendor należny im za czas, który zamiast przed komputerem spędzali na machaniu palcami. Mogło być zabawnie jak w cyrku, ale na szczęście ktoś na scenie wiedział, gdzie jest granica i w odpowiednim momencie ładował żarcikiem, a jak nie to choć całkiem zgrabną melodią. Nie to, że to koncert życia, albo chociaż roku, ale świat równoległy do burgerów i synthpopu istnieje i bardzo ciekawie się w nim zanurzyć – tym bardziej, że wkoło znów ciemności i śniegi.

Dodaj komentarz

-->