Piosenki z magicznej łąki

Ikona #LGBT, ambasadorka #disco i niekoronowana królowa alternatywnego popu. Maria Antonina współczesnych parkietów, która nigdy nie dostała się do mainstreamu, a jednocześnie zapełniała hale i zbierała cięgi za playbackowy doping niczym najjaśniejsze gwiazdeczki na firmamencie komercji.

Alison #Goldfrapp to artystka cholernie niejednoznaczna. Bo w sumie jak oceniać postać, która w czasach basowej łupanki dostarcza nam furę retroprzebojów, którymi zachwycają się nawet nasi ojcowie pasjonujący się dotąd tylko Pink Floydami? Z drugiej strony historia nauczyła nas, że królowie parkietów umierają albo szybko i młodo, albo w #mękach – dławiąc się własnym ogonem. Pani Goldfrapp chyba poczuła powiew emerytury, bo jej najnowsze dzieło pokazuje, że nie grozi jej ryzyko wtórności. „Tales of Us” już od pierwszych dźwięków burzy dyskotekowe mury i zabiera nas do jakiejś krainy z pogranicza snów i narkotycznych wizji. Niczym w magicznym rytuale przejścia, chwilę po pierwszym naciśnięciu „play”, odpływamy w siną dal i kompletnie rozbici lądujemy na środku magicznej łąki, porośniętej dziwnymi roślinami. Przypomnijcie sobie właśnie kawałek #HairyTrees. Nowy album ma ten sam magiczny i rozerotyzowany klimat. Z tą drobną różnicą, że tu zabawa nie kończy się na jednej piosence, lecz może ciągnąć się przez całą noc. To chyba najspokojniejszy i najbardziej rozmarzony album Goldfrapp. Taki bajkowy soundtrack, który idealnie zagrałby w fantastycznym filmie anime czy nawet w epickim dokumencie przyrodniczym. To piękne kołysanki dla cierpiących na bezsenność i śliczne piosenki dla tych, którzy potrafią dostrzec odrobinę magii w naznaczonej deprechą jesieni. Jednym słowem #klasa!

#Goldfrapp
#TalesofUs
#Mute / #EMI Music

Dodaj komentarz

-->