Kaskrut – raj dla kryzysowych narzeczonych

Warszawa ul. Poznańska 5

Dziwki, alkohole, używki. Sztandarowe hasło ulicy Poznańskiej od kilku lat traci na aktualności. Co prawda są jeszcze panie i kilka monopoli, ale to lokale teraz rządzą tą ulicą. I to nie byle jakie. Na krótkiej ulicy znajdziemy wszystko, co dobre: owoce morza w Krakenie, hummus w Tel Avivie, pasty w Delizii, meksykańskie burrito w The Mexican i indyjskie curry w Gangeshu. Niedawno do tego szacownego grona dołączył #Kaskrut. Lokal, odziedziczony po chińczyku, z ulicy wygląda niepozornie. Po przeskoczeniu jednak kilku schodków ukazuje się bardzo przyjemne i przytulne wnętrze. Jego główną zaletą jest otwarta kuchnia i długi bar zastawiony talerzami i szklankami.

#Kaskrut nie ma nic do ukrycia. Wszystko dzieje się tu na naszych oczach. Na moich np. jeden z kucharzy zaciął się w palec. Życióweczka. Jawność w kuchni przekłada się na smak na talerzu. #Kaskrut w przeciwieństwie do swoich sąsiadów pragnie być bezpaństwowy. Choć nazwą nawiązuje do francuskich przystawek, to w rzeczywistości jest miejscem, gdzie zjemy wszystkie smaki. Menu – którego autorem jest #AdamLeszczyński, adept Gordona Ramseya – zmienia się co dwa tygodnie. I co dwa tygodnie zaskakuje. Nam najbardziej smakował gęsty kukurydziany krem w popcornem (10 PLN), pstrąg z chipsami z ziemniaków w maślano-winnym sosie (22 PLN) i desery (12 PLN), które trudno opisać jednym słowem. No bo jak oddać smak gotowanych w limonkowym sosie brzoskwiń podanych w sorbecie z selera naciowego? Czy musu z białej czekolady z ogórkiem i jabłkiem? Można tylko spróbować. #Kaskrut to miejsce idealne na randkę. Niezobowiązujące, tanie i bardzo efektowne. A ponieważ porcje są małe, to nie ma ryzyka, że po kolacji czegoś nam się odechce. Wręcz przeciwnie. Luksus w kryzysowych cenach wzmaga apetyt. Na wszystko.

Dodaj komentarz

-->