Klubokawiarnia Wisława

Warszawa

Nad Wisłę jest daleko. A to właśnie tam rozsiały się wszystkie najciekawsze miejscówki pod gołym niebem: Miasto Cypel (bardzo daleko), Kajaki Leżaki (zaświaty) czy Cud nad Wisłą (daleko, czyli bliżej, ale jednak). Gdy już doczłapiemy na miejsce (myśląc o tym, że w drodze powrotnej trzeba pod górkę), musimy jeszcze odczekać swoje w kolejce po piwo w plastiku za dziesięć złotych. No i powalczyć o leżak lub wolny metr kwadratowy. Nowo otwarta klubokawiarnia Wisława na szczęście jest bliżej – w parku Kazimierzowskim, naprzeciwko Kawki – a oferuje zbliżone atrakcje w plenerze. Drewniany partyzancki pawilon, leżaki, dużo trawy, coś do picia, coś do jedzenia, toi-toi. Jest też oczko wodne, które w porównaniu z tym przy śp. Dolinie Muminków ma jeden decydujący walor – nie śmierdzi. Na miejscu dobrze znany wybór: piwo w kilku odmianach, choć właściciele najwyraźniej przeoczyli modę na lokalne gatunki, cydr by był, gdyby się nie skończył, są za to trunki bezalkoholowe. Do tego drobne przekąski – w Wisławie (u Wisławy?) byłem dość późno, więc na paterze zastałem jeden naprawdę drobny rogalik. Zostawiłem go więc dla kogoś najedzonego. Gdy już uporamy się z wyborem miejsca (pod drzewem, bliżej chodnika, nad wodą… trudne) i rozstawimy leżak, możemy z oddali patrzeć na bywalców Kawki. Tam tłok i harmider, tu spokój i szum z Browarnej, co kto woli. Wisława mieni się klubokawiarnią, ale atmosfera jest tu raczej siedząco-płożąca. Po dwóch piwach/cydrach można decydować co dalej – czy na dół, nad Wisłę, czy na górę, spać. Schodów jednak nie unikniemy. [Mariusz Mikliński]

Dodaj komentarz

-->