Bubbleology

Warszawa

Był tam typowy monopolowy: podwieszany sufit, brzydkie lady i obrandowane lodówki. I chipsy. Teraz są: skute tynki, kolorowe kable, designerskie żarówki i (gdzieniegdzie) oryginalne sztukaterie. Są wygodne kanapy i wielka tablica z kredowymi napisami. Tealab, o którym piszę, serwuje gorące i zimne #BubbleTea (średnia 12,90 PLN, duża 14,90 PLN), mleczne lub owocowe z dodatkami. Brzmi tajemniczo? Bo to dość zawiła sprawa. Wybierasz jeden z kilkunastu smaków i patrzysz, co ląduje w twoim kubku: kulki, paski, prostokąty, następnie smakowa herbata, która w zależności od zamówienia jest ciepła bądź z lodem, owocowa lub mleczna. Dostajesz szczelnie zamkniętego drina, gruuubą słomkę (jakie kolory!!!) i w świat! Truskawka smakuje jak prawdziwy owoc, przez słomkę wpadają wspomniane prostokąty, które są galaretką o tym samym smaku. Obco brzmiący „kumkwat” wygląda nietuzinkowo i smakuje genialnie: są brązowe kuleczki tapioki o słodkawo-kwaskowym smaku, żółte owocowe, a sama herbata ma ładny, trudny do zdefiniowania kolor. Napój mocno orzeźwia, wywołuje uśmiech – no i te kuleczki w środku! Kiedy i gdzie narodził się pomysł #BubbleTea? W latach 80. XX w. na Tajwanie. Po 30 latach bąbelkowa herbatka dotarła do nas – nadal świeża! #Warszawa bombluje.[Bartosz Badowski]

Dodaj komentarz

-->