Wychowałem się na Pradze Południe, ale od kilku dobrych lat jestem mieszkańcem północnej części dzielnicy i podobnie jak wielu innych jej mieszkańców mam nadzieję, że w końcu stanie się ona czymś więcej niż „dobrze zapowiadającym się miejscem”. Największym problemem od dawna było to, że na #Pradze trudno jest znaleźć knajpę serwującą dobre jedzenie. Na szczęście to się zmienia – powoli, ale jednak. Przykładem jest #pizzeria Zigfrida. Pod względem wyglądu niczym się nie wyróżnia: sześć prostych białych stolików, podłoga z czarno-białej kostki, na ścianach zdjęcia w pseudoamerykańskim klimacie. Jednak nawet najlepiej urządzona knajpa i tak nic nie znaczy bez jedzenia. Zigfrida, choć trochę nijaka z wyglądu, na pewno broni się swoimi potrawami. #Pizzę ocenia się po cieście, a to w praskiej restauracji jest idealne. Niezbyt grube, chrupiące na bokach – z dodatkiem tamtejszej oliwy czosnkowej broni się jako samodzielne danie. Ceny są przystępne. Spróbowaliśmy zachwalanego makaronu z robionym na miejscu pesto i byliśmy zachwyceni: było go dużo i było przepyszne. Jedyne, co nas ubodło, to fakt, że mimo trzech podejść nie udało nam się spróbować domowych ravioli – za każdym razem już albo jeszcze ich nie było. Biorąc jednak pod uwagę poziom reszty dań, jeszcze nieraz będziemy mieli okazję ich spróbować. Pradze potrzebne są takie miejsca i nic bardziej mnie nie cieszy niż fakt, że z każdym miesiącem jest ich nieco więcej. [Kacper Peresada]
Zigfrida
Warszawa
