Klubokawiarnia Towarzyska

Warszawa

O otwarciu Towarzyskiej mówiło się niemal od roku. Najpierw pojawiły się informacje, że na Saskiej Kępie pojawi się nowa kulturalno-kawiarniana miejscówka. Potem w sieci można było znaleźć efektowne plany rewitalizacji wybudowanego w 1959 r. modernistycznego pawilonu, których autorem był architekt Janek Strumiłło (ten m.in. od baru Recto/verso w Bibliotece Narodowej). W końcu stało się i w ciepły marcowy piątek Towarzyską otwarto. To kolejne miejsce powstałe na fali sentymentu do peerelowskich klimatów. Wiecie, o co chodzi – mozaiki, neon, modernizm, staranny minimalistyczny design i szacunek dla dziedzictwa lat minionych. Osobiście nie jestem fanką betonowych podłóg i zimnych białych kafelków, które świetnie sprawdzają się w masarni (która nota bene była tu wcześniej), gorzej zaś w miejscu, gdzie wpadamy na kawkę i ciacho. Dlatego górny poziom Towarzyskiej (brat bliźniak Delikatesów przy TR) zrobił na mnie wrażenie mało przytulnego, choć miejsce ocieplają sączące żółte światło plafoniery. Milej jest w piwniczce, choć tu z kolei brakuje fajnego widoku z okien, który stanowi atrakcję „parteru”. To jednak niezbyt poważne zarzuty w stosunku do miejsca, którego brakowało na Pradze. Można wpaść i z dzieckiem, i z kumplami, na tańce i na posiadówkę. W Towarzyskiej można wypić herbatę (7 PLN), kawę (12 PLN), zjeść ciastko (10 PLN), a w niedzielny poranek wpaść na owsiankę, ciastka crumble, kanapki i tortillę – fajnie by było, gdyby pojawiły się bardziej obfi te śniadania, bo tych wciąż w Warszawie mało… Jest też dość duży wybór alkoholi. Niestety na miejscu nie działa kuchnia, więc nie ma co liczyć na coś konkretniejszego do zjedzenia. Właściciele chcą, by miejsce to stało się nową Chłodną 25 – planują wydarzenia artystyczne (jest gablotka na prace artystów), muzyczne i inne. Oby się udało. [Sylwia Kawalerowicz]

Dodaj komentarz

-->