ŻuŻu

Warszawa

W słowniku języka francuskiego zwanym z niewiadomych przyczyn „Małym Robertem” (trzykilowa księga!) słówko „joujou“ – fonetycznie czytając „żużu“ – oznacza zabawkę. Mały, uroczy przedmiot, którego posiadanie jest luksusem. To idealny opis niewielkiej #mokotowskiej restauracyjki przy ulicy #Różanej. Jedna malutka salka z obrazami na ścianach, bordowe krzesła i serwetki na stołach. Również menu jest w kolorze purpury, a w karcie – potrawy z kraju równego, wolnego i braterskiego: np. makaron linguine z mięsem ślimaków i żabimi udkami, serwowany w sosie winno-czosnkowym, z nutką pomidorów. Właścicielom zależało, by udowodnić, że da się w #Warszawie serwować smakołyki z kuchni francuskiej po przystępnych cenach. Podczas wizyty w restauracji podsłuchaliśmy, jak jedna z klientek narzekała, że potrawy są przesolone (mówiła głośno, żeby wszyscy ją słyszeli), jednak my się z tą opinią nie zgadzamy. Naleśniki z bakłażana nadziewane pomidorem, mozzarellą i dressingiem balsamico były przepyszne! Choć Francuzi palą jak kominy, w ŻuŻu kopcić nie wolno, więc serdecznie uprasza się o zostawienie swoich golłazów i żitanów w domu. Dla wiecznie zapracowanych frankofili w ŻuŻu jest bezprzewodowy internet, a dla wiecznie rozbawionych małolatów – kącik z zabawkami.

tekst i foto: Gosia Gałązka

Dodaj komentarz

-->